Blogowy plan na bieżący rok

Wymiotłam z mieszkania ostatnie ślady świąt, przyjęłam pozycję horyzontalną na kanapie i zaczęłam snuć blogowe plany na rok bieżący.

Skończyło się na jednym (nawet planów snuć ostatnio nie potrafię!). Planuję dalej prowadzić bloga. Jakieś dwa miesiące temu przypięłam do niego etykietkę Blog Lifestylowy, po czym parknęłam śmiechem. Długo się jednak z siebie nie śmiałam. W końcu lifestyle to nadzwyczajniej w świecie SPOSÓB życia. W moim sposobie życia brak miejsca na pękającą w szwach od modnych ciuchów garderobę, na arsenał kosmetyków, na wystrój wnętrz w oparciu o najnowsze trendy. No to z czym do ludzi?! Wielokrotnie się nad tym zastanawiam 😉

Miłego sobotniego wieczoru!/Lilit

 

Reklamy

Pobieżne podsumowanie minionego roku

Po ozdobieniu wazonu na kuchennym stole kwiatami eustomy (usuwam powoli ślady świąt z mieszkania),

skusiłam się na podsumowanie starego roku.

1/ Nie podróżowałam dalej niż 50 km od miejsca mojego zamieszkania.

2/ Fatalnie znosiłam letnie upały.

3/ Nie dotarłam nawet do półmetka z planowanymi wnętrzarskimi projektami.

4/ Fibro dała mi porządnie popalić długimi okresami bólowymi.

STOP! STOP! STOP! Jak dobrze, że ta druga ja we mnie dostrzega wszystko inaczej od tej pierwszej! Od początku więc…

1/ Odwiedziłam wiele pięknych miejsc.

2/ Doświadczałam niezliczonych, cudownie orzeźwiających kąpieli podczas letnich skwarów. Kocham zanurzać się w wodzie!

3/ Remont dwóch pomieszczeń w ciągu jednego roku to przecież bardzo dużo!

4/ Pomiędzy jedną niemocą a drugą mogłam ładować baterie spędzając mnóóóóóóstwo czasu poza domem. Piknikowałam na zielonej trawie i piasku plaży, zbierałam owoce do smacznych wypieków i jeszcze smaczniejszych smoothie, ozdabiałam wazony bukietami polnych kwiatów, biegałam z aparatem fotograficznym w tę i z powrotem uwieczniając to, co uznałam za warte uwiecznienia. Jednym słowem oddawałam się tzw. małym rozkoszom życia. Jesień co prawda przedreptałam w mgle. W mniejszej części dosłownie, w dużej części w przenośni. Ale i ta gęsta fibro mgła miała swoje dobre strony. Jedną z nich było to, że mój partner, który o kuchmarzeniu marne ma pojęcie (jak sam twierdzi, nie protestuję), zwalniał mnie wielokrotnie z przyrządzania posiłków. I muszę przyznać, że jego potrawy smacznymi były! Szczególnie kurczak po tajsku i pizza po hawajsku (gotowe, kupne dania) 😉

Rzeczy można widzieć na różne sposoby. Rok 2018 postanowiłam przenieść do Filmoteki Pamięci w jego bardziej pozytywnej wersji.

Do kolejnego wpisu!/Lilit

 

Głęboki wdech, wydech, głęboki wdech, wydech…

,,, i tak przez ponad godzinę. Była też gorąca herbata i słodkie cynamonowe bułeczki.

Chociaż zimno i wietrznie, bez spacerów ani rusz! Szczególnie po świętach. Łazikując marzyłam o wiośnie, bo tak to wszystko smutno obecnie w naturze wygląda, że to uczucie udzieliło się i mnie. Roześmiane od ucha do ucha słońce przyszło jednak z pomocą i kąpiąc się w jego promieniach podczas przemieszczania się z miejsca na miejsce, nastrój mi się odrobinę poprawił. Gdy zaś w małej nadmorskiej wiosce, o którą z Wikingiem zahaczyliśmy, dostrzegłam przytulone do muru starego budynku róże, zrobiło mi się na duszy jeszcze weselej. Róże przy końcu grudnia nie są tu widokiem cieszącym oczy każdego roku.

Nie wiem czy te wszystkie dzisiejsze głębokie wdechy i wydechy wyjdą mi na zdrowie, ale czas spędzony poza domem dodał mi sporo energii. Ogromnie jej potrzebowałam! Jak Tobie minął przedostatni dzień roku? Czy i Ciebie gdzieś dziś pognało?

Pozdrawiam/Lilit

 

I po świętach!

Błogi powrót do codzienności. Chociaż wewnętrzny stres mnie nie opuszcza. Może za kilka dni da mi od siebie odpocząć. Oby!

I w tym roku planowałam zrobić małe piernikowe domki. Nie wyszło. Przed wigilią posypało tu jednak trochę śniegiem i prawdziwy dom widoczny z mojego balkonu, otulony białym puchem jak lukrem, musiał mi wystarczyć.

Udało mi się natomiast upiec ciasto orzechowe świetnie komponujące się z zimą. Orzechów kupować nie musiałam. Minionej jesieni konkurowałam z wiewiórkami zbierając je za miastem.

Oto przepis na ten soczysty, aromatyczny wypiek.

Nie wiem czy wrzucę tu jeszcze coś przed AD 2019, życzę Ci więc już teraz SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! Jak najmniej trosk, jak najwięcej radości.

Pozdrawiam/Lilit

 

Coś dla oczu i coś dla podniebienia

Lubisz amarylisy? Dla mnie te kwiaty są ucztą dla oczu! Szkoda, że nie znalazłam w kwiaciarni amarylisa w kolorze łososiowym albo bordowym, bo te są moim zdaniem najpiękniejsze. Chociaż… czerwonemu też nic nie brakuje. Poza tym trochę czerwieni wśród masy bieli, srebra i niebieskości dodaje moim wnętrzom ciepła.

A teraz coś dla podniebienia. Przejadły mi się chrupkie pierniki, przeistoczyłam więc ich resztę w inne słodycze.

Zmiksowałam 25 pierników z cynamonem i mielonym imbirem (po pół łyżeczki). Połączyłam je z mniej więcej 100 g serka śmietankowego (użyłam serka philadephia) do uzyskania gładkiej masy. Uformowałam kulki, obtoczylam je w rozpuszczonej wcześniej w kąpieli wodnej białej czekoladzie i wstawiłam do lodówki do zastygnięcia. Były dość smaczne 🙂

Słodkich snów życzę/Lilit

 

Las wzywał nas

…więc pojechaliśmy tam. Z resztą ciasta cynamonowego, mandarynkami i… bez czegoś ciepłego do picia. A przydałoby się! Wilgoć przenikała nasze ciała do szpiku kości. Brrr!  Słońcu udawało się przynajmniej od czasu do czasu wygrywać przepychanki z chmurami. Dziękowaliśmy mu za to kierując w górę twarze ozdobione szerokimi uśmiechami.

Przycupnęłam na brzegu ławki, gdzie znalazłam jedyny w miarę suchy jej kawałek. Resztę pokrywały mini kałuże, w których przeglądały się gałęzie pobliskich drzew.

Uwielbiam takie nadgryzione przez ząb czasu i napiętnowane żywiołami drewno. Skazy dodają mu uroku. Czy to samo można powiedzieć o nas, ludziach?

Próby wzniecenia ognia, aby ogrzać się odrobinę, zakończyły się fiaskiem. Zamiast roztańczonych, ciepłych płomieni powstała zaledwie ich obietnica.  Ale i dym miał w sobie coś szczególnego.

Do ponownego zobaczenia, lesie!

Pozdrawiam/Lilit

 

Christmas vibes

Adwentowe świece na stole,

kilka modrzewiowych szyszek tu i tam, para białych świerków w oknie, trochę innych dekoracji rymujących się z zimą, i mam już kawałek świątecznego nastroju w mieszkaniu.

Nie przesadzam z nadmiarem ozdób. Przytulność można osiągnąć na wiele sposobów. Rezygnuję w tym roku z typowych dla Bożego Narodzenia gwiazd betlejemskich i cyklamenów. I tak długo u mnie nie wytrzymują. Nie rozumiem dlaczego! Mam przecież zielone palce!

Nie opłakuję faktu, że mało dnia o tej porze roku. Tak przyjemnie wtulić się po zapadnięciu zmroku w kanapę z garstką pierników w ręku i gorącą herbatą, obejrzeć ciepły film, albo po prostu obserwować grę świateł za oknem. Dziś byłam nieco ambitniejsza, upiekłam ciasto cynamonowe z migdałami i białą czekoladą. Kolejny łatwy i smaczny wypiek.

Przepis: 2 jajka ubiłam do puszystości z 3/4 szklanki cukru. Dodałam trochę mniej niż szklankę mąki pszennej, odrobinę mniej niż łyżkę stołową cynamonu i odrobinę więcej niż 1 łyżeczkę proszku do pieczenia. Wymieszałam. Do powstałej masy trafiło 75 g masła i 4 łyżki stołowe wody (oba składniki zagotowane wcześniej). Całość przelałam do podłużnej foremki o pojemności około 1,5 litra i posypałam rozdrobnionymi migdałami. Piekłam 40 minut w niższej części piekarnika o temperaturze 175 stopni. Po wystudzeniu ciasto ozdobiłam skruszoną białą czekoladą.

Udanego weekendu!/Lilit

 

Czego Lilit nie ma a co ma?

Lilit nie ma ani instagrama, ani facebooka. Jej wpisy są jednak często instagramowe i facebookowe. Lilit nie ma też candy na blogu, bo nie lubi łapówkarstwa. Żyje sobie spokojnie na peryferiach blogosfery. Nie pożera jej ambicja stania się KIMŚ w wirtualnym świecie. Czy Lilit ma talent do blogowania? Ma-nie ma-ma-nie ma-ma-nie… Oj, zabrakło jej owoców na gałązce tarniny… 😉

L ma przynajmniej nadzieję, że od czasu do czasu kogoś czymś zaciekawia. Czyż nie jest to wystarczający powód do prowadzenia bloga?