Coś nowego do pokoju dziennego

Kiedyś wspomniałam tu o planach przemalowania stolika, który wyszperałam w second handzie. Był z surowego drewna i wyglądał całkiem nieźle, ale jego kolor nie pasowałby do innych mebli w pokoju dziennym. Poddany więc został metamorfozie, pod którą miałam podpisać się ja, ale Mr ColoresVitae był tak miły, że sam tańczył pędzlem po powierzchni mebla. Jestem mu za to ogromnie wdzięczna, bo kiepsko znoszę zapach pewnych farb. Jeśli jest stolik, trzeba go udekorować. Statuetka na poniższych fotkach, to także znalezisko z sh. I jej barwa (niesmaczny odcień brązu) nie przypadła mi do gustu. Opędzlowałam ją więc własnoręcznie mazią o znośniejszej woni. Czy ja wszystko maluję na czarno? Ależ nie! Tylko niektóre rzeczy. Moim zdaniem, te mroczne akcenty dodają wnętrzom uroku.

Dekoracje na stoliku będą się oczywiście zmieniać regularnie 😉 Świecznik z pierwszego zdjęcia wrócił dziś na kuchenny stół. Jego miejsce zajął wazonik z gałązką krzewu o uroczych owocach.

Życzę milusiego weekendu i cieplutko pozdrawiam!

 

Papierówkowo

Wielu ludzi uważa, że papierówki są takie-jakieś-nijakie. Ja je lubię. Moim zdaniem są pyszne i bardzo aromatyczne. Ich kolor przywodzi na myśl mit nordycki o Idun i jej złotych jabłkach, które pozwalały zachować młodość każdemu, kto je spożywał.

Letnim smakiem papierówek delektuję się np. w takim cieście.

To wypiek zabierający przysłowiową chwilę, co mi obecnie pasuje jak ulał, gdyż mnóstwo czasu spędzam poza domem. Przestało wreszcie padać i korzystam z uroków lata.

Pozdrawiam cieplutko 🙂

 

Nad wodą

Niedaleko miejsca mojego zamieszkania istnieje mały port jachtowy, który odwiedzam bardzo często. Jest to urocze i spokojne miejsce. Nazywam je odstresowywalnią. Bo tam naprawdę mogę zapomnieć o wszystkich muszę-powinnam-wypadałoby-tu boli-tam boli-źle się dzieje w świecie. Dziś postanowiłam zabrać tam Ciebie. Pomyślałam, że i Ty potrzebujesz zwolnić (przynajmniej na chwilę) tempo życia.

Pozdrawiam 🙂

Lodowo

Przepis na domowe lody. Nie dla podniebienia lecz dla oczu. Kilka kwiatów, trochę wody i foremka 😉

Dzikie róże i marviol (w wolnym tłumaczeniu – fiołek morski; nie znam polskiej nazwy tego kwiatu rosnącego przy plaży) ozdobią może jakiś deser zimą, przypominając o lecie.

Pozdrawiam 🙂

 

Insalata Caprese

To, że pomidor kocha bazylię nie jest tajemnicą. Nie jest też tajemnicą, iż bazylia w pełni odwzajemnia jego uczucia. Dobrze im razem.

Jeszcze lepiej jednak jest im z mozarellą, oliwą z oliwek i solą morską. Jeśli chodzi o ludzi taki pięciokąt byłby w związku katastrofą. W większości  przypadków. Sprawa ma się zupełnie inaczej z insalata caprese.

W tej pysznej włoskiej sałatce rozkochałam się nie tylko ja, ale i pewien młody mężczyzna 🙂

Pozdrawiam z tonącej w deszczu południowej Szwecji, której obecnie tak daleko do słonecznej Italii, jak stąd do ostatniej planety układu słonecznego…

 

Śliwkowo

Jeszcze rok temu uprawiałam warzywa i owoce w działkowym ogródku. Nie jestem już jego właścicielką. Cofnęłam się do stadium zbieractwa 😉 Moje przetrwanie nie jest (na szczęście) zależne od własnoręcznie zebranych darów natury. Mogłabym bez nich przeżyć bez najmniejszych problemów. Przechodząc jednak obok drzewa lub krzewu ozdobionego np. dzikimi śliwkami, muszę je zerwać.

Ponieważ są bardzo fotogeniczne, najpierw zrobiłam im pamiątkowe zdjęcie…

… a później przyrządziłam z nich smaczny dżem o cudownym kolorze. Robiąc przetwory na zimę, zamykam w słoiczkach barwy lata i jesieni.

Czy i Ty wpadasz czasem na dzikie jadalne owoce spędzając czas na łonie przyrody?

Pozdrawiam 🙂

 

W lustrze wody

Studiowanie odbić w lustrze wody, to ogromna przyjemność. Robię to dość często. Nie zawsze z aparatem fotograficznym w ręku, chociaż… rzadko wychodzę na spacery bez niego 😉 Trzy poniższe „wodne obrazy” dojrzałam w lokalnym porcie jachtowym. Nie ruszając się z miejsca obserwowałam, jak ciekawie tafla wody zmieniała wygląd w ciągu zaledwie paru minut.

Miłego weekendu!

 

„Winobranie”

Agrest koi nerwy, łagodzi objawy stresu, poprawia pamięć i koncentrację, oczyszcza organizm z toksyn, ma korzystny wpływ na przemianę materii, wspomaga pracę oczu. Zawiera także ponoć kwas bursztynowy, który ma właściwości eliksiru młodości. Jest więc super owocem! Dawniej nazywano go Winoroślą Północy. Nazwa ta zainspirowała mnie do tytułu dzisiejszego wpisu.

Wałęsając się po lasach i łąkach, wpadłam ostatnio na kilka obsypanych owocami krzewów agrestu i… było „winobranie”! Z żółtych owoców upiekłam ciasto (nie wygląda zbyt atrakcyjnie, ale jest bardzo smaczne).

Przepis na nie? Już podaję.

Zmiksowałam dokładnie masło z cukrem. Dodałam do nich jajka a później mąkę pszenną zmieszaną z proszkiem do pieczenia i cukrem waniliowym, na koniec zaś jogurt, czekoladę oraz pistacje. Masę wylałam do podłużnej, wysmarowanej masłem i posypanej tartą bułką foremki (około 1,5 l), po czym udekorowałam ją pokrojonymi na połówki owocami. Ciasto piekłam około 50 minut w niższej części piekarnika nagrzanego do temperatury 175 stopni.

Z owoców czerwonych powstała orzeźwiająca lemoniada. Agrest trafił do blendera z wodą mineralną, miodem,  kilkoma łyżkami soku z kwiatów czarnego bzu i paroma listkami mięty, po czym napój przecedziłam, aby pozbyć się pestek.

Smacznego i na zdrowie! 🙂

 

Szklana sztuka II

Bywając w lokalnej galerii sztuki, po obejrzeniu wystaw, zawsze kieruję kroki ku jednej ze ścian, w którą wmurowane są małe cudeńka z grubego szkła. Za każdym razem światło podświetla je inaczej a roślinność  z zewnątrz pożycza im różnych kolorów, w zależności od pory dnia czy pory roku. Wczorajszego popołudnia wyglądały tak…

I jak tu nie kochać szkła?!

Pozdrawiam i zachęcam do studiowania np. szyb w oknach wiekowych budowli. Nie znajdzie się w nich co prawda figur, jak w artystycznym szkle na powyższych fotkach, ale malowane w nich abstrakcyjne obrazy są magicznie piękne!

 

La vie en rose

Wiem, sporo ludzi źle trawi kolor różowy. Uważany jest przez nich za… tandetny i dziecinny. Ja go lubię.  Dodaje mi energii i przysparza radości. Ma na mnie bardzo pozytywny wpływ. Dziś był szczególnie mile widziany, gdyż lato zafundowało nam tutaj iście listopadową niedzielę. Lało, wiało a słońce przegrało w walce z ciemnymi chmurami.

Przyjemnie więc było zawiesić oko na różu francuskich makaroników, bukiecie kwiatów, kuchennej ścianie i doniczce, oraz na starych zdjęciach z motywami w tej barwie. Uważam, że lepiej dostać lekkich mdłości od różowości, niż nabawić się kiepskiego humoru od szarości 😉

Pozdrawiam!