Przytulny fotel i jesienne bukiety

Rozglądałam się od pewnego czasu za fotelem do stolika w pokoju dziennym. Marzył mi się mebel lekki, który nie zabierałby dużo miejsca. Oferty sklepów nie były nęcące, więc gdy w sh dojrzałam fotel (fotka niżej), kupiłam go od razu (zapewniam, że stać mnie i na nowe rzeczy ;)). Nie mam pojęcia czy jest obecnie modny, czy nie. Nie to jest dla mnie najważniejsze! Najnowsze trendy wnętrzarskie traktuję jako ciekawostki, nie jako dogmy.

Teraz wypadałoby wtulić w niego jakąś poduchę.

Aby dodać wpisowi odrobinę kolorów, dorzucam fotki dwóch jesiennych bukietów. Korzystając z ciepłej, słonecznej i bezwietrznej aury, zebrałam wczoraj trochę materiału do ich tworzenia. Do wazonu na kuchenny stół trafił kwiat hortensji i dwa delikatne pnącza bluszczu.

Na okrągłym stoliku natomiast zadomowiła się barwna mieszanka owoców jesieni.

Pozdrawiam i życzę dużo słońca!

 

Reklamy

Dary jesieni II

Owoce rokitnika. Małe, strasznie kwaśne, trudne do zbierania. Hm… i dlaczego się na nie skusiłam? Ano dlatego, że są bardzo zdrowe. Zawierają m.in. kwasy tłuszczowe omega 3, 6, 7 i 9, oraz witaminy A, B, C i E. Dołączyły do mojej „lodówkowej apteki” w postaci galaretki, którą zrobiłam w sposób następujący: pomarańczowe okrągłości gotowałam bez dodatku wody przez około 10 minut, po czym odsączyłam je i sprawdziłam ile powstało soku; sok przelałam do garnka i połączyłam go z cukrem żelującym w proporcji 1:1. Po paru minutach gotowania na średnim ogniu, galaretka trafiła do wyparzonego słoiczka. Nie żałuję pokaleczonych cierniami dłoni ani czasu spędzonego przy plaży podczas zbierania tych maleństw!

Nie tylko owoce rokitnika mają pozytywny wpływ na zdrowie. Z jego suszonych liści można zaparzać pełną antyoksydantów herbatę.

Pozdrawiam 🙂

 

Dary jesieni

Lato, lato i po lecie. Na tronie czterech pór roku zasiadła Pani Jesień. Na początku zafundowała nam okres deszczowy, po czym opamiętała się i przez kilku dni mieliśmy tutaj przepiękną pogodę. A jeśli pogoda była na medal, nie wypadało powiedzieć nie wycieczkom w naturę! Zaliczyłam więc z Mr ColoresVitae kawałek lasu i kawałek plaży. Do domu wróciłam nie tylko solidnie dotleniona, ale i obarczona sporą torbą nietypowych jabłek o intensywnie czerwonej skórce i równie intensywnie czerwonym miąższu…

… z których zrobiłam pyszny przecier.

Większość przecieru trafiła do zamrażarki, resztę zaś wykorzystałam jako dodatek do obiadu. Smakował wyśmienicie z duszonymi kotletami, pieczonymi ziemniakami i zieloną fasolką smażoną z miodem.

 

Jesień kusi nie tylko jabłkami, ale o tym innym razem.

Pozdrawiam 🙂

 

Nenufarowo

Nenufar uważany jest w Europie za kwiat egoizmu, obojętności i braku serca.  Nie szkodzi! I tak je uwielbiam! Moje pierwsze kontakty z tymi bajecznymi kwiatami miały miejsce w okresie dzieciństwa. Rosły w pobliskim stawie. Była to odmiana kwitnąca na żółto. Pamiętam, że wielokrotnie próbowałam je zrywać, ale nigdy mi się to nie udało. Stworzyłam więc mitologię na własny użytek, łodygi kwiatów trzymały na dnie stawu wodne elfy. Aby elfy łodygi puściły, należało wypowiedzieć odpowiednie zaklęcie. Siedząc przy stawie, korzystałam z zaklęć ze wszystkich znanych mi bajek. Niestety, okazały się niewłaściwe 😉

Nie tylko kwiaty nenufarów postrzegam jako piękne. Cudowne są także ich liście. Próbuję je uwieczniać przy każdej nadarzającej się okazji. Ta wodna roślina nigdy chyba nie przestanie łaskotać mojej wyobraźni…

Pozdrawiam 🙂

 

Coś nowego do pokoju dziennego

Kiedyś wspomniałam tu o planach przemalowania stolika, który wyszperałam w second handzie. Był z surowego drewna i wyglądał całkiem nieźle, ale jego kolor nie pasowałby do innych mebli w pokoju dziennym. Poddany więc został metamorfozie, pod którą miałam podpisać się ja, ale Mr ColoresVitae był tak miły, że sam tańczył pędzlem po powierzchni mebla. Jestem mu za to ogromnie wdzięczna, bo kiepsko znoszę zapach pewnych farb. Jeśli jest stolik, trzeba go udekorować. Statuetka na poniższych fotkach, to także znalezisko z sh. I jej barwa (niesmaczny odcień brązu) nie przypadła mi do gustu. Opędzlowałam ją więc własnoręcznie mazią o znośniejszej woni. Czy ja wszystko maluję na czarno? Ależ nie! Tylko niektóre rzeczy. Moim zdaniem, te mroczne akcenty dodają wnętrzom uroku.

Dekoracje na stoliku będą się oczywiście zmieniać regularnie 😉 Świecznik z pierwszego zdjęcia wrócił dziś na kuchenny stół. Jego miejsce zajął wazonik z gałązką krzewu o uroczych owocach.

Życzę milusiego weekendu i cieplutko pozdrawiam!

 

Papierówkowo

Wielu ludzi uważa, że papierówki są takie-jakieś-nijakie. Ja je lubię. Moim zdaniem są pyszne i bardzo aromatyczne. Ich kolor przywodzi na myśl mit nordycki o Idun i jej złotych jabłkach, które pozwalały zachować młodość każdemu, kto je spożywał.

Letnim smakiem papierówek delektuję się np. w takim cieście.

To wypiek zabierający przysłowiową chwilę, co mi obecnie pasuje jak ulał, gdyż mnóstwo czasu spędzam poza domem. Przestało wreszcie padać i korzystam z uroków lata.

Pozdrawiam cieplutko 🙂

 

Nad wodą

Niedaleko miejsca mojego zamieszkania istnieje mały port jachtowy, który odwiedzam bardzo często. Jest to urocze i spokojne miejsce. Nazywam je odstresowywalnią. Bo tam naprawdę mogę zapomnieć o wszystkich muszę-powinnam-wypadałoby-tu boli-tam boli-źle się dzieje w świecie. Dziś postanowiłam zabrać tam Ciebie. Pomyślałam, że i Ty potrzebujesz zwolnić (przynajmniej na chwilę) tempo życia.

Pozdrawiam 🙂

Lodowo

Przepis na domowe lody. Nie dla podniebienia lecz dla oczu. Kilka kwiatów, trochę wody i foremka 😉

Dzikie róże i marviol (w wolnym tłumaczeniu – fiołek morski; nie znam polskiej nazwy tego kwiatu rosnącego przy plaży) ozdobią może jakiś deser zimą, przypominając o lecie.

Pozdrawiam 🙂

 

Insalata Caprese

To, że pomidor kocha bazylię nie jest tajemnicą. Nie jest też tajemnicą, iż bazylia w pełni odwzajemnia jego uczucia. Dobrze im razem.

Jeszcze lepiej jednak jest im z mozarellą, oliwą z oliwek i solą morską. Jeśli chodzi o ludzi taki pięciokąt byłby w związku katastrofą. W większości  przypadków. Sprawa ma się zupełnie inaczej z insalata caprese.

W tej pysznej włoskiej sałatce rozkochałam się nie tylko ja, ale i pewien młody mężczyzna 🙂

Pozdrawiam z tonącej w deszczu południowej Szwecji, której obecnie tak daleko do słonecznej Italii, jak stąd do ostatniej planety układu słonecznego…

 

Śliwkowo

Jeszcze rok temu uprawiałam warzywa i owoce w działkowym ogródku. Nie jestem już jego właścicielką. Cofnęłam się do stadium zbieractwa 😉 Moje przetrwanie nie jest (na szczęście) zależne od własnoręcznie zebranych darów natury. Mogłabym bez nich przeżyć bez najmniejszych problemów. Przechodząc jednak obok drzewa lub krzewu ozdobionego np. dzikimi śliwkami, muszę je zerwać.

Ponieważ są bardzo fotogeniczne, najpierw zrobiłam im pamiątkowe zdjęcie…

… a później przyrządziłam z nich smaczny dżem o cudownym kolorze. Robiąc przetwory na zimę, zamykam w słoiczkach barwy lata i jesieni.

Czy i Ty wpadasz czasem na dzikie jadalne owoce spędzając czas na łonie przyrody?

Pozdrawiam 🙂