Papierówkowo

Wielu ludzi uważa, że papierówki są takie-jakieś-nijakie. Ja je lubię. Moim zdaniem są pyszne i bardzo aromatyczne. Ich kolor przywodzi na myśl mit nordycki o Idun i jej złotych jabłkach, które pozwalały zachować młodość każdemu, kto je spożywał.

Letnim smakiem papierówek delektuję się np. w takim cieście.

To wypiek zabierający przysłowiową chwilę, co mi obecnie pasuje jak ulał, gdyż mnóstwo czasu spędzam poza domem. Przestało wreszcie padać i korzystam z uroków lata.

Pozdrawiam cieplutko 🙂

 

Insalata Caprese

To, że pomidor kocha bazylię nie jest tajemnicą. Nie jest też tajemnicą, iż bazylia w pełni odwzajemnia jego uczucia. Dobrze im razem.

Jeszcze lepiej jednak jest im z mozarellą, oliwą z oliwek i solą morską. Jeśli chodzi o ludzi taki pięciokąt byłby w związku katastrofą. W większości  przypadków. Sprawa ma się zupełnie inaczej z insalata caprese.

W tej pysznej włoskiej sałatce rozkochałam się nie tylko ja, ale i pewien młody mężczyzna 🙂

Pozdrawiam z tonącej w deszczu południowej Szwecji, której obecnie tak daleko do słonecznej Italii, jak stąd do ostatniej planety układu słonecznego…

 

Śliwkowo

Jeszcze rok temu uprawiałam warzywa i owoce w działkowym ogródku. Nie jestem już jego właścicielką. Cofnęłam się do stadium zbieractwa 😉 Moje przetrwanie nie jest (na szczęście) zależne od własnoręcznie zebranych darów natury. Mogłabym bez nich przeżyć bez najmniejszych problemów. Przechodząc jednak obok drzewa lub krzewu ozdobionego np. dzikimi śliwkami, muszę je zerwać.

Ponieważ są bardzo fotogeniczne, najpierw zrobiłam im pamiątkowe zdjęcie…

… a później przyrządziłam z nich smaczny dżem o cudownym kolorze. Robiąc przetwory na zimę, zamykam w słoiczkach barwy lata i jesieni.

Czy i Ty wpadasz czasem na dzikie jadalne owoce spędzając czas na łonie przyrody?

Pozdrawiam 🙂

 

„Winobranie”

Agrest koi nerwy, łagodzi objawy stresu, poprawia pamięć i koncentrację, oczyszcza organizm z toksyn, ma korzystny wpływ na przemianę materii, wspomaga pracę oczu. Zawiera także ponoć kwas bursztynowy, który ma właściwości eliksiru młodości. Jest więc super owocem! Dawniej nazywano go Winoroślą Północy. Nazwa ta zainspirowała mnie do tytułu dzisiejszego wpisu.

Wałęsając się po lasach i łąkach, wpadłam ostatnio na kilka obsypanych owocami krzewów agrestu i… było „winobranie”! Z żółtych owoców upiekłam ciasto (nie wygląda zbyt atrakcyjnie, ale jest bardzo smaczne).

Przepis na nie? Już podaję.

Zmiksowałam dokładnie masło z cukrem. Dodałam do nich jajka a później mąkę pszenną zmieszaną z proszkiem do pieczenia i cukrem waniliowym, na koniec zaś jogurt, czekoladę oraz pistacje. Masę wylałam do podłużnej, wysmarowanej masłem i posypanej tartą bułką foremki (około 1,5 l), po czym udekorowałam ją pokrojonymi na połówki owocami. Ciasto piekłam około 50 minut w niższej części piekarnika nagrzanego do temperatury 175 stopni.

Z owoców czerwonych powstała orzeźwiająca lemoniada. Agrest trafił do blendera z wodą mineralną, miodem,  kilkoma łyżkami soku z kwiatów czarnego bzu i paroma listkami mięty, po czym napój przecedziłam, aby pozbyć się pestek.

Smacznego i na zdrowie! 🙂

 

Smoothie

Jeśli ma się świeże owoce sezonowe, grzechem jest z nich nie korzystać. Bo to witaminowe bomby i antyoksydanty, czyli samo zdrowie! Ponieważ moje zdrowie wymaga podreperowania, robię sobie owocowe smoothie. Wczoraj było z poziomkami. A tak, znów ich trochę zebrałam.

Dziś natomiast rozpieszczałam podniebienie malinami, czarnymi porzeczkami i ich czerwonymi krewniaczkami. Owoce zmiksowałam z greckim jogurtem, mlekiem i odrobiną cukru pudru. Mniam!

Jakie smoothie będzie jutro? Planuję jagodowe 🙂

Pozdrawiam!

 

Poziomkowo

Wczesną wiosną zasadziłam w małej doniczce na balkonie krzewinkę poziomek. Tak dla zabawy. Ładnie kwitła…

… i zaowocowała. Kilkoma owocami.

Nasycić się nimi oczywiście nie mogłam, wyruszyłam więc za miasto, aby móc nazbierać ich więcej.

Na poobiedni deser zjedliśmy krem waniliowy z poziomkami. Ubitą śmietanę połączyłam z serkiem Philadelphia, który wcześniej zmieszałam z cukrem waniliowym, cukrem pudrem i startą skórką cytryny. Deser szybki, prosty i… palce lizać!

Te czerwone pyszności kojarzę z okresem mojego dzieciństwa. Jako mała dziewczynka nanizywałam je na źdźbło trawy. Nie potrafiłam się powstrzymać od zrobienia tego i dziś 🙂

Przyjemnego weekendu!

 

Słodki bukiet i jeszcze słodsze ciasto

Dzisiejszy dzień nie był dla mnie zbyt miły, ale i tak zrobiłam parę kroków za miastem, zbierając kwiaty do kolejnego bukietu.

Żółte „chmurki ” w nim pachną miodowo! Do letniego bukietu o takim zapachu przydałoby się coś słodkiego do skonsumowania, pomyślałam, i upiekłam zawijany biszkopt z truskawkami.

Masz ochotę spróbować jak smakuje? Skorzystaj z poniższego przepisu.

Dla jasności, 1 szklanka = 3 dl. Przestudzone ciasto pokryj nadzieniem i zwiń je ostrożnie w rulon.

Pozdrawiam i życzę smacznego! 🙂

 

Midsommar

Świętowaliśmy wczoraj Midsommar, odpowiednik słowiańskiej nocy świętojańskiej. W Polsce, gdy byłam nastolatką, wiłam tego dnia wianek i wrzucałam go do pobliskiej rzeki. Chłopak, który go z rzeki wyłowił, miał zostać moim mężem 😉 W Szwecji też się wije wianki. Tutaj dekorują one jednak głowy dziewcząt i chłopców, kobiet i mężczyzn.

Przy Słupie Majowym (Midsommarstång), wznoszonym na pokrytym trawą terenie, ozdobionym zielenią i kwieciem, mają miejsce taneczne zabawy. Później przychodzi kolej na kolejne rozrywki. W ogrodach, na werandach (jeśli dopisuje pogoda) lub między czterema ścianami domu konsumuje się tradycyjnego śledzika z kwaśną śmietaną i młodymi ziemniakami posypanymi koperkiem.

Śledzik jest często obficie zakrapiany mocnymi trunkami.

Ponieważ ja procentowych nie piję, delektowałam się sokiem własnej produkcji  z kwiatów czarnego bzu.

Wczorajszą aurę cechowały obfite opady deszczu i przenikająca do szpiku kości wilgoć. Zamiast planowanego pikniku na zielonej trawie, wznieśliśmy toast za piękne lato i zjedliśmy z apetytem zwyczajową potrawę w mieszkaniu.

Obchodząc Midsommar nie może się obejść bez truskawek!

Stanowiły one nasz deser. Z bitą śmietaną i startą ciemną czekoladą.

Pozdrawiam  🙂

 

Truskawkowo i czekoladowo

Sezon truskawkowy uważam za otwarty!

A ponieważ truskawki tak cudownie komponują się z czekoladą, postanowiłam znów upiec ciasto czekoladowe i udekorować je nimi.

Truskawki nazywam owocami mojego dzieciństwa. Rosły w ogródku obok rodzinnego domu i obżerałam się nimi bezkarnie przez kilka letnich tygodni. Przez ostatnie lata stroniłam od nich, mój żołądek ich nie tolerował (nie rozumiem, jak można nie tolerować czegoś tak smacznego!). W tym roku jest inaczej, znów mogę się nimi raczyć. Uważam to za bardzo pozytywną zmianę!

Cieplusio pozdrawiam i życzę miłego weekendu! 🙂

 

Za dzikie róże!

Wznoszę toast za dzikie róże! Zasłużyły sobie na to przepięknym zapachem. I nie tylko.

W zeszłym roku zrobiłam z nich smaczny dżem. I w tym roku mam już w lodówce jeden słoiczek z nim. Będzie więcej, bo wybrzeże w okolicy mojego zamieszkania zaróżowiało od kwiatów rosa rugosa! Poza aromatyczną słodyczą w słoiczku, zapach i smak róż trafił do butelek. Jako sok. „Wyssałam” z płatków kolor gotując je przez około 10 minut (1 litr płatków, 1 litr wody, 600 g cukru, sok z jednej cytryny).

Podczas gorących dni polecam spijanie tego „nektaru bogów” z plasterkiem cytryny. Napój będzie wówczas bardziej orzeźwiający. A z reszty zebranych ostatnio płatków powstanie różany cukier i potpourri.

Pozdrawiam 🙂