Czekoladowe pyszności

Przez ostatnie dwa lata zebrałam tyle przepisów na ciasta, ciastka i desery, że ich wypróbowanie zabierze mi kilka lat, bo robię to w iście żółwim tempie. Wczoraj wzięłam się w garść i sprawdziłam przepis na ciastka czekoladowe.

No i? Są przepyszne i tak cudownie pękają podczas pieczenia! 🙂 Oto przepis na nie, gdybyś i Ty chciała/chciał go wypróbować.

Pozdrawiam/Lilit

Reklamy

Od kilku dni przypominam szpaka…

… obżeram się czereśniami. Krążę wokół trzech drzew obsianych tymi owocami i jestem niezmiernie wdzięczna szwedzkiemu prawu, które przyzwala na zrywanie wszystkiego jadalnego na terenach komunalnych. To wspólne dobro i każdy może z niego korzystać. Korzystam więc! Zresztą nie tylko ja. Wczoraj przy drzewach (na skraju miasta, w bezpiecznej odległości od ulic i dróg o dużym ruchu) krążyły i inne „szpaki”. Te rasowe zdane były na konsumowanie czereśni na wysokości kilku metrów i dostały im się najdorodniejsze. Szkoda, że nie potrafię lewitować… Te słodkości najbardziej smakują mi prosto z drzewa. Demontracyjne wypluwanie pestek jest dla mnie częścią rytuału jedzenia czereśni, więc plułam sobie nimi. Nie musiałam czuć się zażenowana, inni robili dokładnie to samo. Na szczęście nikt nie doznał obrażeń. Po pierwszych objawach przejedzenia zawsze wypełniam owocami torebkę aby móc przejeść się nimi ponownie w domu. Ponieważ szanuję swoją pracę, rezygnuję w czterech kątach ze strzelania pestkami na prawo i lewo. Udowadniam tym, że potrafię zachowywać się jak istota cywilizowana 😉

A przetwory? Przecież warto zachować smak czereśni na okres zimy! Zachowałam. Po odpestkowaniu trafiły do zamrażarki. Nie jest wykluczone, że będzie z nich także kompot.

I jak tu nie kochać lata za jego kolory, zapachy i smaki!

Pozdrawiam/Lilit

 

Znalazłam poziomki!

Po przelotnych opadach deszczu i kilku chłodniejszych dniach pokazały się na krzewinkach nowe, tym razem soczyste okrągłości. Ku mojej ogromnej uciesze! Z połowy zbioru postanowiłam zrobić (pierwszy raz) dżem na zimno. Utarłam więc rumiane owoce z odrobiną cukru i włożyłam masę do wyparzonego słoiczka.

Z myślą o naleśnikach. W przeciwnym razie dżem trafiłby do zamrażarki w silikonowej foremce do lodu, bo w słoiczku jego żywot byłby, podejrzewam, ograniczony.

Dżem na zimno doskonale zachowuje poziomkowy aromat. Z naleśnikami jest po prostu… słów mi brak! Dekoracja mi nie wyszła. Miał być i kwiat, i rumiany owoc. Po powrocie do domu odpadły z łodyżki 😉

Resztą tych smakołyków ozdobiłam cytrynowe babeczki. Biała kołderka na nich to (znów!) serek philadelphia zmieszany z cukrem waniliowym i bitą śmietaną.

Liczę na większe zbiory. Oby dopisało mi szczęście!

Pozdrawiam/Lilit

 

Truskawkowo zamiast poziomkowo

Marzył mi się poziomkowy tort urodzinowy. Niestety, susza w Skanii sprawiła, że poziomki uschły na krzewinkach zanim udało im się nabrać rumieńców. Zastąpiły je więc truskawki. Ciasto do tortu planowałam upiec sama, ale upalna aura pozbawiła mnie sił i kupiłam gotowe. Wypełniłam je kremem zrobionym z roztopionej białej czekolady, którą połączyłam z serkiem philadelphia i bitą śmietaną, oraz dżemem truskawkowym.

Czy znasz prostszy przepis na smaczny tort? Ja nie! 🙂

Pozdrawiam/Lilit

 

Piknik przy plaży

Bo tam wieczorem chłodniej i przyjemniej niż w mieszkaniu czy na balkonie.Wrzuciłam do koszyka naprędce przyrządzone sałatki oraz kilka kiełbasek, i… nad wodę! W skład sałatki numer 1 wchodzą arbuz, serek feta i mięta. Na to dressing z miodu, oleju z oliwek i soku z cytryny. Palce lizać!Druga sałatka to ziemniaki, mozarella, szczypiorek i rukola w dressingu z oliwkowego oleju zmieszanego z grecką kombinacją ziół i solą morską. Gdy ukrop leje się z nieba, takie proste jedzenie odpowiada mi najbardziej.Nad wodę wzięłam też ze sobą ciekawą lekturę o mindfulness. Szczerze mówiąc nie wiem po co, bo z doświadczenia wiem, że gdy dookoła mnóstwo pięknych widoków, z czytaniem nie wychodzi mi najlepiej. Skończyło się więc na dwóch stronach książki 😉Po zaspokojeniu potrzeb żołądka (i częściowo wiedzy), grzechem byłoby nie skorzystać z opcji spaceru. Nigdy z wypadów w naturę nie wracam do domu bez kwiatów, nie widziałam więc powodu, aby tej tradycji wczoraj zaniechać i zaopatrzyłam się w bukiet kwiecia czarnego bzu (zrobię z nich syrop) i różę.  A gdy słońce zmęczone intensywną pracą zaczęło chylić się ku zachodowi, pożegnałam się z morzem.

Uściski/Lilit

 

Jedzenie kwiatów

Nie rozumiem dlaczego zaczęłam jeść kwiaty dopiero rok temu. Są naprawdę pyszne! A kwiaty szczypiorku, poza delikatnym smakiem, tak przyjemnie chrzęszczą między zębami 😉 Wkomponowałam je wczoraj w obiadowe danie: pieczone udko z kurczaka, zielony groszek i sałatkę ziemniaczaną.

Tak się złożyło, że także wczoraj trafił do wazonu czosnek ozdobny, który do złudzenia przypomina kwiaty szczypiorku. Nakarmiłam więc dwa zmysły. Long live the Spring! 🙂

Pozdrawiam/Lilit

 

Gorąco!

Jest tak gorąco od kilku dni, że nogi mnie nie chcą nosić. Zmuszam je jednak codziennie do pracy podczas krótkich spacerów. Dziś zachciało mi się dreptania po terenie działek rekreacyjnych. Natknęłam się tam na taki oto drogowskaz.

Ukrop lał się z błękitnego nieba, na którym nie bujała się najmniejsza nawet chmurka. Drogowskaz z napisem Svalbard odrobinę by mnie ochłodził. Darwin i Floryda dorzuciły do upału parę stopni. Czym prędzej uciekłam więc do domu, skryłam się pod balkonowym parasolem i…

… dodałam sobie otuchy słodkościami. W ogrodach tak cudownie kwitną jabłonie, że przypomniały mi się dwa jabłka, które leżakowały u mnie w kuchni od półtora tygodnia. Zrobiłam z nich przecier, pokruszyłam herbatniki i obsmażyłam je na maśle, ubiłam śmietanę, po czym wszystko ułożyłam warstwami w miseczkach. Francuskie makaroniki są kropką na i. Deser szybki, prosty i smaczny.

Gorąco pozdrawiam/Lilit

 

O niedźwiedzim czosnku

Po przebudzeniu się z zimowego snu niedźwiedzie sięgają ponoć po dziki czosnek, aby wzmocnić organizm. Jeśli potrafi on postawić na nogi miśki, to i mnie może postawi! Wczoraj zebrałam garść jego młodych liści…

… i zmiksowałam je z olejem rzepakowym. Maź nie wyglądała zbyt apetycznie, więc ją przecedziłam. Dzięki temu olej utrzyma się z pewnością dłużej.

Taka mikstura świetnie komponuje się z zieloną sałatą z ogórkiem i pomidorem, albo z mozarellą. Były one dodatkami do dzisiejszego obiadu.

Wkrótce będę cieszyć podniebienie smakiem niedźwiedziego czosnku w formie masła, serka, pesto i marynowanych pączków jego kwiatów.

Pozdrawiam wiosennie 🙂

 

Na zdrowie!

Przeziębienie tak strasznie mnie polubiło, że nie chce mnie opuścić. Kuracje tabletkowe nie przyniosły pożądanego skutku, wzięłam się więc za inne owe: herbatki cytrynowo-imbirowe, przeciery jabłkowe, syropy owocowe i smoothie jeżynowe. Gdy się latem i jesienią zbiera dary natury, to zimą jak znalazł!

Jeżyn w zeszłym roku mieliśmy tu zatrzęsienie. Duża ich część trafiła do zamrażarki. W blenderze, w połączeniu z jogurtem waniliowym, przeistaczają się w burgundowy eliksir zdrowia. Mam przynajmniej taką nadzieję. Cheers!

Pozdrawiam 🙂

 

Dary jesieni II

Owoce rokitnika. Małe, strasznie kwaśne, trudne do zbierania. Hm… i dlaczego się na nie skusiłam? Ano dlatego, że są bardzo zdrowe. Zawierają m.in. kwasy tłuszczowe omega 3, 6, 7 i 9, oraz witaminy A, B, C i E. Dołączyły do mojej „lodówkowej apteki” w postaci galaretki, którą zrobiłam w sposób następujący: pomarańczowe okrągłości gotowałam bez dodatku wody przez około 10 minut, po czym odsączyłam je i sprawdziłam ile powstało soku; sok przelałam do garnka i połączyłam go z cukrem żelującym w proporcji 1:1. Po paru minutach gotowania na średnim ogniu, galaretka trafiła do wyparzonego słoiczka. Nie żałuję pokaleczonych cierniami dłoni ani czasu spędzonego przy plaży podczas zbierania tych maleństw!

Nie tylko owoce rokitnika mają pozytywny wpływ na zdrowie. Z jego suszonych liści można zaparzać pełną antyoksydantów herbatę.

Pozdrawiam 🙂