Coś dla oczu i coś dla podniebienia

Lubisz amarylisy? Dla mnie te kwiaty są ucztą dla oczu! Szkoda, że nie znalazłam w kwiaciarni amarylisa w kolorze łososiowym albo bordowym, bo te są moim zdaniem najpiękniejsze. Chociaż… czerwonemu też nic nie brakuje. Poza tym trochę czerwieni wśród masy bieli, srebra i niebieskości dodaje moim wnętrzom ciepła.

A teraz coś dla podniebienia. Przejadły mi się chrupkie pierniki, przeistoczyłam więc ich resztę w inne słodycze.

Zmiksowałam 25 pierników z cynamonem i mielonym imbirem (po pół łyżeczki). Połączyłam je z mniej więcej 100 g serka śmietankowego (użyłam serka philadephia) do uzyskania gładkiej masy. Uformowałam kulki, obtoczylam je w rozpuszczonej wcześniej w kąpieli wodnej białej czekoladzie i wstawiłam do lodówki do zastygnięcia. Były dość smaczne 🙂

Słodkich snów życzę/Lilit

 

Reklamy

Christmas vibes

Adwentowe świece na stole,

kilka modrzewiowych szyszek tu i tam, para białych świerków w oknie, trochę innych dekoracji rymujących się z zimą, i mam już kawałek świątecznego nastroju w mieszkaniu.

Nie przesadzam z nadmiarem ozdób. Przytulność można osiągnąć na wiele sposobów. Rezygnuję w tym roku z typowych dla Bożego Narodzenia gwiazd betlejemskich i cyklamenów. I tak długo u mnie nie wytrzymują. Nie rozumiem dlaczego! Mam przecież zielone palce!

Nie opłakuję faktu, że mało dnia o tej porze roku. Tak przyjemnie wtulić się po zapadnięciu zmroku w kanapę z garstką pierników w ręku i gorącą herbatą, obejrzeć ciepły film, albo po prostu obserwować grę świateł za oknem. Dziś byłam nieco ambitniejsza, upiekłam ciasto cynamonowe z migdałami i białą czekoladą. Kolejny łatwy i smaczny wypiek.

Przepis: 2 jajka ubiłam do puszystości z 3/4 szklanki cukru. Dodałam trochę mniej niż szklankę mąki pszennej, odrobinę mniej niż łyżkę stołową cynamonu i odrobinę więcej niż 1 łyżeczkę proszku do pieczenia. Wymieszałam. Do powstałej masy trafiło 75 g masła i 4 łyżki stołowe wody (oba składniki zagotowane wcześniej). Całość przelałam do podłużnej foremki o pojemności około 1,5 litra i posypałam rozdrobnionymi migdałami. Piekłam 40 minut w niższej części piekarnika o temperaturze 175 stopni. Po wystudzeniu ciasto ozdobiłam skruszoną białą czekoladą.

Udanego weekendu!/Lilit

 

Happiness is a piece of cake

Znalazłam jeszcze trochę dzikich jabłek. Ostatnich w tym roku? Kto wie! Nieperfekcyjne są, jak ja sama. Wolę je od kupnych, z nieapetycznym makeupem.

Upiekłam z nich ciasto. Takie samo jakie piekę od wielu lat, bo smaczne jest.

I… pomyślałam, że szczęście jest tak łatwe do osiągnięcia! Czasem trwa chwilę. Czasem dwie. Czasem dzień. Całego życia wypełniać przecież nie może, bo nie wiedzielibyśmy, że jest szczęściem i z pewnością traktowalibyśmy je po macoszemu. Po mrocznych okresach rozprasza ciemności i daje w pełni poczuć swój słodki smak. Tak, happiness is a piece of cake! Dosłownie też, przynajmniej dla mnie 🙂

Przepisu na ciasto nie podaję, już to kiedyś tutaj zrobiłam. Jest tak proste, że prościej się nie da.

Przesyłam Ci kilka promieni listopadowego słońca/Lilit

 

Moja całkiem miła niedziela

Rano obudziło mnie słońce. A dokładniej rzecz ujmując, obudził mnie Mąż otwierając żaluzje w oknie, dzięki czemu słońce wlało się do sypialni.

A jeśli w aktualnym okresie roku budzi mnie słońce, dobry humor mam zazwyczaj gwarantowany. Dopisywał mi dziś pogodny klimat ducha, pomimo silnego….., dokuczliwego….., rwącego….. Te kropki są zamiast pewnego słowa, które wypowiedziane/napisane sprawia, że jeszcze bardziej….. Niech więc pozostanie ukryte.

Po lunchu miałam zamiar wziąć się wreszcie za świąteczne projekty diy, moje oczy biegały jednak nieustannie w kierunku okna. Doszłam więc do niezmiernie inteligentnego wniosku, że bez nich robienie jakichkolwiek ozdób możliwym nie będzie, zarzuciłam na siebie kurtkę i zaproponowałam mojemu prywatnemu szoferowi wycieczkę za miasto.

Długo nie protestował. Samochód poniósł nas ponownie na łono natury, gdzie popatrzyłam sobie m.in. na czerwone rajskie jabłuszka (jak widać, nawet te rajskie beztroskiego życia nie mają, i je nadgryzają robale),

na skulpturalną resztkę drzewa,

na miodowe liście dębu i…

… zahipnotyzowała mnie na kilka minut gra światła wśród paproci w leśnym poszyciu.

Po otrząśnięciu się z hipnozy poczułam silną potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego. Na pomysł powrotu do domu, do temperatury sporo wyższej od chłodnych 5 stopni i do ciastek mój prywatny szofer przystał natychmiast.

Ciacha były smaczne! Fiskgratäng (czyli gratin ziemniaczano-rybny, który przygotowałam na obiad) też.

Oto przepis na to danie: Filety dorsza (użyłam dwóch pokrojonych na mniejsze kawałki) ułożyłam w wysmarowanej masłem foremce, posoliłam, przykryłam folią aluminiową i włożyłam do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na 15 minut. Wyjęłam foremkę z piekarnika, otoczyłam rybę „murem” z wcześniej przygotowanego pure ziemniaczanego. Powstałe zagłębienie wypełniłam po brzegi sosem z masła, mąki, posiekanego koperku, śmietany, bulionu rybnego i żółtka jajka (rozbełtane żółtko dodałam dopiero po zdjęciu rondelka z sosem z ognia). Foremka trafiła znów do piekarnika, tym razem o temperaturze 225 stopni, na 20 minut. Podawać np. z zieloną sałatą, ogórkiem i pomidorem.

Podsumowanie: Miałam całkiem miłą niedzielę. Ty też?

Dobrego początku tygodnia!/Lilit

 

Eat me!

Cytrusy kuszą zapachem, smakiem, kolorem i solidną dawkę witamin. I jak tu im się oprzeć?! Najlepiej smakują mi naturelle, ale lubię je też w przetworach. A ponieważ w lodówce zostało mi trochę dyni, pomyślałam, że warto połączyć ją z mandarynkami. No i mam pyszny dżem!

Dobrego wieczoru!/Lilit

 

W trosce o zdrowie

Jak ja siebie tymi zupami ostatnio rozpieszczam! Dziś ugotowałam jarmużową. Jarmuż to ciągle niedoceniane a bardzo zdrowe warzywo. To skarbnica białka, błonnika, witamin, soli mineralnych i sulforafanu – silnego przeciwutleniacza. Nic tylko jeść litrami!

Jarmużowa urodą nie grzeszy, ale w końcu nie to jest najważniejsze! Wiele lat temu jadłam jej szwedzką wersję, co nie było przyjemnym doświadczeniem. Cieszę się, że wpadłam na przepis na tę zupę z ziemniakami, pietruszką, selerem korzennym i śmietaną. Na pewno będzie gościć u mnie częściej. Przede wszystkim z myślą o zdrowiu, chociaż smakowo nic jej nie brakuje, co jest oczywiście kwestią gustu.

Przyjemnego poniedziałkowego wieczoru!/Lilit

 

Na buraczkowo

Kolejna prosta, smaczna i pożywna zupa na jesienne obiady. I smakuje lepiej niż barszcz z czerwonych buraczków, przynajmniej moim zdaniem.

Chrupkie paluszki dodają jej dodatkowo smaku a creme fraiche jest kropką nad i 🙂 Jak ja kocham zupy! Ty też? Zupę i serowe paluszki (a raczej paluchy, bo pocięłam je przed pieczeniem na zbyt szerokie paski) przygotowałam tak:

Hugs and kisses/Lilit

 

O jesieniobraniu i słodkich krabbelurkach

Dzień dobry czwartkowo! Wypadałoby wrzucić tu coś o wnętrzach, o jakimś projekcie diy, ale niewiele się aktualnie na tym froncie dzieje. Brak mi weny twórczej 😦 Mam nadzieję, że nie potrwa to długo.

Zaczęłam się już wyciszać tej jesieni, wsuwać stopy w ciepłe skarpety, otulać się kocem i, z kubkiem gorącego kakao w ręku, wściubiać częściej nos w książki. I gdyby nie ta pogoda, która do października mi wcale nie pasuje, pewnie byłabym dziś uosobieniem spokoju. A tak znów mnie wiecznie gdzieś gna! Słońce i 20 stopni na plusie „zmuszają” mnie do pobytu poza domem i są to niezmiernie miłe chwile! Biorę z wdzięcznością to, co październik mi daje. Wypady w naturę rezultują masą świeżego, przepełnionego przyjemną wilgocią powietrza, jabłkami, gruszkami i naręczami polnych kwiatów do wazonów. Niektóre kwitną tu ponownie, np. łubin.

I czego mi więcej do szczęścia potrzeba?! Akurat dziś do pełni szczęścia potrzebne mi było coś słodkiego. Wypróbowałam więc kolejną słodycz z mojego zbioru przepisów.

No i? Krabbelurki (pocieszna nazwa; nie mam pojęcia co to oznacza, mój Mąż też nie, chociaż jest rodowitym Szwedem) są całkiem smaczne i szybkie do przyrządzenia. Robi je się tak: 1 jajko zmiksować z 1/4 szklanki cukru. Dodać pół szklanki mleka, 1 i 1/4 szklanki mąki pszennej, 1 łyżeczkę cukru waniliowego oraz 1 łyżeczkę proszku do pieczenia. Dokładnie wymieszać. Smażyć na maśle na średnim ogniu, około 2 minuty na każdej stronie. Ja podałam je z przecierem gruszkowym własnej produkcji. Jogurt grecki też byłby tu mile widziany. Nie miałam go jednak w domu, będzie następnym razem.

Wiem, że ta idylla wypadów w naturę i jesieniobrania nie potrwa zbyt długo. Wkrótce pogoda z pewnością skręci na inne tory…

Miłego popołudnia i wieczoru!/Lilit

 

Lunch na balkonie i wizyta w zamku Trolleholm

Po lunchu na balkonie (a tak, dzisiaj mieliśmy aż 22 stopnie ciepła!), na który usmażyłam smaczne placki z batatów (przepis na końcu wpisu)…

…wyruszyłam z Wikingiem na wycieczkę za miasto, gdzie często odwiedzamy miejsca, w których bywaliśmy kilkakrotnie wcześniej. Ja nie mam z tym najmniejszych problemów, mój Mąż niekiedy ma, dziś nie miał. Bez planowania celu podróży trafiliśmy do zamku Trolleholm, położonego w niezmiernie malowniczej okolicy około 30 km na północ od Landskrony (Skania). Zamek ten, od pierwszego z nim spotkania wiele lat temu, kojarzy mi się z Kopciuszkiem. Na próżno jednak tej panny wypatruję. Jak pewnie większość nowobogackich nie ma ochoty zadawać się z prostymi zjadaczami chleba 😉

Brama do posiadłości jest zawsze szeroko otwarta, ale przekraczać tę granicę mogą tylko wybrani. Trolleholm jest własnością prywatną i w przeciwieństwie do Trollenäs, gdzie zabrałam Cię z sobą wiosną tego roku, nawet po parku wałęsać się byle komu nie wolno! W części budynku organizowane są konferencje, ci zaś z grubaśkim portfelem marzący o weselu mogą wynająć tam kilka komnat i salę balową. Jeśli masz ochotę zobaczyć jak zamek wygląda wewnątrz, weź przykład ze mnie i poszperaj w sieci (w sieci znajdziesz także o niebo lepsze fotki całego kompleksu). Zamek w obecnej postaci został zbudowany około roku 1760, na miejscu innego, mniej okazałego, i szczyci się największą w północnej Europie prywatną biblioteką (45 000 książek). Jak w każdym innym tego typu miejscu i tu straszy. Biała Dama, alias Wiveka Trolle, dawna dziedziczka dóbr, przechadza się ponoć nocą po komnatach stukając w podłogę laską.

No dobrze, pomyślałam, nie chcą mnie wpuścić do środka…

…to pozwiedzam sobie znów okolicę, co z ogromną przyjemnością zrobiłam. A widoki okolic zamku zapierają dech w piersiach! Tymbardziej jesienią, gdy przyroda ubiera się w cudowne kolory a lekka mgła delikatnie  otula krajobraz.

Po dwugodzinnej bytności w tych czarujących stronach nadszedł czas na pożegnanie się z nimi do następnego razu. Bo co do tego, że Trolleholm odwiedzę ponownie nie mam najmniejszych wątpliwości!

(Obiecany przepis na placki z batatów: Batata o wadze mniej więcej 300g obrać i zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Podobnie zrobić z połową małej cebuli. Dodać 2 jajka i 3 łyżki stołowe mąki pszennej. Doprawić solą, pieprzem oraz solą czosnkową. Dokładnie wymieszać. Nakładać masę na patelnię po łyżce. Smażyć na obu strtonach na oleju lub maśle).

Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli/Lilit

 

Październikowa jesień

Kocham szelest liści pod stopami! Od dzieciństwa. Wówczas oddawałam się także przyjemności nurkowania w nich. Dziś tylko po nich stąpam. Najchętniej robiłabym to na bosaka, ale nie spieszno mi do kolejnego przeziębienia.

Pomimo iż jesień od kilku lat nie jest dla mnie miła, nie potrafię nie darzyć jej ogromną sympatią. Bo tak cudownie pachnie. Bo ubiera się w piękne szaty. Bo otulona w mgłę ma w sobie tyle mistyki. W każdym zakamarku lasu czy parku zdają się harcować skrzaty i inne stworzenia rodem z bajek i legend.

Barwne liście, szyszki, grzyby, na których kapeluszach natura spisuje swoje historie pismem przywodzącym na myśl runy…  Wszystko jest obecnie strawą dla zmysłów!

Zmysłu smaku podczas dzisiejszego ładowania baterii w lesie zaspokoić nie mogłam, zrobiłam to więc po powrocie do domu pyszną i pożywną zupą szpinakową z gotowanym jajkiem. Na łyżce masła podsmażyłam w garnku poszatkowaną małą cebulę, dodałam do niej mrożony szpinak (około 250 g), 1,5 szklanki gorącej wody, jeden bulion warzywny, oraz odrobinę soli czosnkowej i pieprzu. Całość gotowałam 15 minut, po czym dolałam do zupy trochę śmietany.

Pozdrawiam ze Skanii, która rozpieszcza nas od kilku dni słońcem i ciepełkiem/Lilit