No i mamy lato!

Stanowczo za wcześnie! Tak bardzo chciałam nacieszyć się do woli wiosną, czyli błogim ciepełkiem, soczystą zielenią trawy i typowymi dla tej pory roku kwiatami. Tymczasem zaś wywindowało temperaturę powietrza do 30 stopni, trawa zbrązowiała, bo deszcz strajkuje, wszystko zdaje się kwitnąć i szybko przekwitać za jednym zamachem.

Miłośnicy słońca i morskich kąpieli mają raj! Ja pozwalam sobie tylko chwilowo na kontakty z Heliosem.  Plażą na fotce wyżej cieszyłam się wiele lat temu spędzając czas na Rugii.  Byłam wtedy trochę młodsza i czułam się  jak te roztańczone mewy. Nie tracę nadziei, że kiedyś poczuję się tak ponownie! 🙂 Zamiast plażowania obżeram się więc arbuzami pod parasolem na balkonie… i marzę o wycieczkach, na przykład do Skanör/Falsterbo na południowym wybrzeżu Skanii. To przeurocze miejsce!Pomimo iż upały dają mi się we znaki, gorące lato tegorocznej wiosny ma jeden urok. Długie, jasne wieczory i niższa wówczas temperatura zachęcają do relaksujących spacerów. Wczoraj wybrałam się do małego portu jachtowego w moim miasteczku, gdzie wpadły mi w oko ciekawe marynistyczne ozdoby.  Pomyślałam, że warto je tu pokazać.Pozdrawiam/Lilit

 

Reklamy

Wiosenny róż

Kwitnąca japońska wiśnia jest doprawdy widokiem zapierającym dech w piersiach! Delikatny róż jej kwiecia sprawia, że zaczynam marzyć bez opamiętania i  doznaję uczucia lekkości, jag gdyby nagle ubyło mi lat i przybyło sił.

W wazonie wygląda bardzo stylowo. Uśmiecham się do tych różowości od dwóch dni zaraz po przebudzeniu i tuż przed zaśnięciem.

A pod parasolem jej konarów spędzę na pewno tyle czasu, ile się tylko da 🙂

Fascynacja tymi bajecznymi wiosennymi kwiatami zainspirowała mnie dziś do upieczenia ciasta z polewą w ich kolorze. Wybór padł na ciasto cytrynowe. Polewę zrobiłam z serka philadelphia, cukru pudru i syropu z czerwonej porzeczki.

Pozdrawiam 🙂

 

Radosnych wiosennych świąt!

Ten wpis jest ostatnim przed świętami. Zamiast kolorowych pisanek i stroików (jeszcze ich nie mam) serwuję dziś ptasie pióra, symbol szwedzkiej Wielkanocy.

Tutaj widoczne są od kilku dni dosłownie wszędzie, we wszystkich kolorach tęczy. Zwyczaj dekorowania nimi brzozowych gałązek jest bardzo stary. Prawdopodobnie pochodzi stąd, że w tym okresie roku drzewa i krzewy nie są jeszcze ubrane w zieleń liści i barwne kwiaty. Zastąpiły je więc pióra.

Nie praktykuję tego zwyczaju u siebie w domu, bo z jakiegoś powodu dostaję gęsiej skórki na widok takiej ozdoby. W naturze jednak piórko tu, piórko tam wcale mi nie przeszkadzają i chętnie je fotografuję.

Ptasie pióra są m.in. symbolem słonecznych promieni, odrodzenia, płodności, roślinności, wolności, nieba i magii. Pasują do wiosennych świąt jak ulał!

Mam nadzieję, że i moje, i Twoje święta przebiegną pod znakiem wesołych biesiad w gronie rodziny i znajomych. przy stole zastawionym smacznymi potrawami!

I oby na takie widoki (fotka niżej) nie przyszło nam czekać zbyt długo. U mnie za oknem prószy śnieg…

(Napis na piórku jest po angielsku, gdyż mój photoshop chwilowo strajkuje i nie przyzwala na tworzenia tekstów z naszymi uroczymi polskimi deseczkami na L, ogonkami przy A czy kropkami nad S).

Cieplutko pozdrawiam 🙂

 

Nenufarowo

Nenufar uważany jest w Europie za kwiat egoizmu, obojętności i braku serca.  Nie szkodzi! I tak je uwielbiam! Moje pierwsze kontakty z tymi bajecznymi kwiatami miały miejsce w okresie dzieciństwa. Rosły w pobliskim stawie. Była to odmiana kwitnąca na żółto. Pamiętam, że wielokrotnie próbowałam je zrywać, ale nigdy mi się to nie udało. Stworzyłam więc mitologię na własny użytek, łodygi kwiatów trzymały na dnie stawu wodne elfy. Aby elfy łodygi puściły, należało wypowiedzieć odpowiednie zaklęcie. Siedząc przy stawie, korzystałam z zaklęć ze wszystkich znanych mi bajek. Niestety, okazały się niewłaściwe 😉

Nie tylko kwiaty nenufarów postrzegam jako piękne. Cudowne są także ich liście. Próbuję je uwieczniać przy każdej nadarzającej się okazji. Ta wodna roślina nigdy chyba nie przestanie łaskotać mojej wyobraźni…

Pozdrawiam 🙂

 

Ulotne bogactwo

Od rana czuję się bogata! Wczoraj zanosiło się na wiosnę, dziś znów mamy zimę. Biała Dama podarowała mi cudowne klejnoty. Zawiesiła je elegancko na poręczy balkonu i czekała na moją reakcję. Wiem że czekała, bo czułam jej zimny oddech na twarzy, gdy przyglądałam się im z bliska. Nie omieszkałam jej za nie podziękować uśmiechem od ucha do ucha.
Klejnoty w postaci sopli lodu, to ulotne bogactwo, ale… przecież nic nie trwa wiecznie!

sople-lodu-3

sople-lodu-4