Dziś są moje urodziny

Ile Lilit ma lat?
A ile lat ma Adam?
Który Adam?
Ten pierwszy!
No dobrze, aż tak antyczna nie jestem… Zaczynam jednak przypominać ścianę z kruszącym się, odpadającym tynkiem 😉
Hm…  ściana z kruszącym się, odpadającym tynkiem, myślę sobie, też ma swój urok! I robi mi się na duszy odrobinę weselej. Ten stan trwa przynajmniej przez chwilę. Ale przecież to właśnie nią należy się cieszyć!
Cieszę się więc 🙂
Reklamy

Feng shui – sprzątamy!

O feng shui czytam od dawna. Dopiero jednak kilka tygodni temu zaczęłam tej starej chińskiej wiedzy poświęcać więcej uwagi i wprowadzać ją w moje życie. Stwierdziłam, że warto! Chociażby dla poprawy samopoczucia i ułatwienia sobie sprzątania.

Moją przygodę z feng shui rozpoczęłam od przeglądu wszystkich kątów. Nie tylko w mieszkaniu, ale i w piwnicznym schowku. Jak przystąpiłam do akcji? Skorzystałam z mądrych rad tych, którzy zrobili to wcześniej. Nie przeglądałam rzeczy za jednym zamachem dłużej niż godzinę i ograniczałam się do jednego czy dwóch miejsc. Pamiątki zostawiłam na koniec, gdyż mają tendencję opóźniania całego procesu. Do trzech toreb oznaczonych (w moim przypadku w myślach) tekstami ZACHOWAJ, WYRZUĆ, DAJ INNYM, trafiło sporo rzeczy. Torba WYRZUĆ wypełniła się tym, co było uszkodzone a czego naprawić się nie dało. Do torby ODDAJ INNYM włożyłam rzeczy w dobrym stanie, które mi się przejadły, ale mogą spodobać się innym; oddałam je organizacjom charytatywnym. W torbie ZACHOWAJ wylądowało wszystko to, co ciągle lubię i co regularnie używam. Efekt pracy? Uczucie ulgi, lekkości, świeżości!

Otaczający nas bałagan w postaci rzeczy tak naprawdę nieprzydatnych (bez których możemy się doskonale obejść), wypełniających każdą półkę, szufladę czy szafę, blokuje energię, powoduje jej stagnację. Usuwając stamtąd to co zbędne, tworzymy miejsce dla nowej energii. A taka jest zawsze mile widziana!

Pozdrawiam 🙂

(Fotka zaczerpnięta z netu)

 

Pajęczyna życia…

Nie mam w domu ani psa, ani kota, ani kanarka (zdechł), ani rybek w akwarium (też zdechły). Mam za to na balkonie pająka! Spokojne to i nie wymagające opieki stworzenie. Na spacery nie trzeba z nim wychodzić (sam wychodzi), o klatkę się nie doprasza, co ściśle wiąże się z obowiązkiem jej czyszczenia (wysoko ceni sobie wolność), karmić go nie muszę (toż to jeden z najlepszych myśliwych na świecie!).

Podejrzewam, że jest pająkowi na moim balkonie dobrze. Wyprowadzka mu nie w głowie.

Zabiegając o to, aby nie doświadczał na własnej skórze bezrobocia (jak wielkie rzesze dwunożnych stworzeń z gatunku homo sapiens), zrywam każdego ranka usnutą przez niego pajęczynę, a on przędzie artystycznie nową!

Za moją troskę odwdzięcza mi się pajączątko łapaniem much, komarów, os i innych uskrzydlonych monstrum horribilum. Dzięki niemu mogę się czuć na balkonie bezpiecznie.

Pająki fascynowały mnie od dzieciństwa. W moich oczach zawsze były magiczne i pełne tajemnic. Podczas, gdy rówieśniczki uganiały się za biedronkami i motylami, ja godzinami studiowałam ośmionożne stawonogi i ich sieci (nitka po nitce).

Mój pająk snuje opowieści o życiu, o tym, jakie ono niekiedy powikłane, skomplikowane. Przechadzając się po pajęczynie jak grecki filozof, przypomina mi o ulotności każdej chwili, dzieli się ze mną wiedzą o trudnym kunszcie podejmowania decyzji czy wybierania odpowiedniego kierunku na rozdrożu dróg, pokazuje mi jedną czy drugą nóżką jak nasze wybory tworzą konstrukcję życia. Słucham tych opowieści z zapartym tchem i próbuję naukę w nich zawartą zapamiętywać, bo mądra jest. Na pewne rady pająka o metodach układania sobie życia, przymykam jednak uszu. Są zbyt brutalne jak na mój gust!

Od czasu do czasu zerkam na pajęczynę utkaną przeze mnie samą. Wygląda całkiem nieźle, chociaż tu i tam wypadałoby podreperować, w jednym miejscu nitkę naciągnąć, w innym poluzować…

??????????

Kończę na dziś, bo się jeszcze w nadmiar myśli zaplączę i wszystko niepotrzebnie skomplikuję! 😉