Coś nowego do pokoju dziennego

Kiedyś wspomniałam tu o planach przemalowania stolika, który wyszperałam w second handzie. Był z surowego drewna i wyglądał całkiem nieźle, ale jego kolor nie pasowałby do innych mebli w pokoju dziennym. Poddany więc został metamorfozie, pod którą miałam podpisać się ja, ale Mr ColoresVitae był tak miły, że sam tańczył pędzlem po powierzchni mebla. Jestem mu za to ogromnie wdzięczna, bo kiepsko znoszę zapach pewnych farb. Jeśli jest stolik, trzeba go udekorować. Statuetka na poniższych fotkach, to także znalezisko z sh. I jej barwa (niesmaczny odcień brązu) nie przypadła mi do gustu. Opędzlowałam ją więc własnoręcznie mazią o znośniejszej woni. Czy ja wszystko maluję na czarno? Ależ nie! Tylko niektóre rzeczy. Moim zdaniem, te mroczne akcenty dodają wnętrzom uroku.

Dekoracje na stoliku będą się oczywiście zmieniać regularnie 😉 Świecznik z pierwszego zdjęcia wrócił dziś na kuchenny stół. Jego miejsce zajął wazonik z gałązką krzewu o uroczych owocach.

Życzę milusiego weekendu i cieplutko pozdrawiam!

 

Przemalowanka

Cudowną stroną wizyt w second handach jest to, że można tam znaleźć nietypowe rzeczy, których już nie ma w galeriach handlowych. Ostatnio wpadł mi w rękę reliefowy obraz. Nie wyglądał najlepiej. Był porysowany w kilku miejscach a jego nieapetyczne, ciemne kolory przyprawiały mnie o mdłości. Podobała mi się jednak na nim postać mężczyzny. Postanowiłam więc całość podreperować i przemalować na biało. Z rezultatu jestem zadowolona. Obraz trafił do sypialni, gdzie zdobi ścianę przy łóżkowej stronie mojego Wikinga.

Ponieważ jemu dostało się „dzieło sztuki”, przy mojej łóżkowej stronie umieściłam dzieło natury, kwitnącą gałązkę derenia (Cornus kousa). Mam nadzieję, że długo postoi w wazonie, bo takie kwiaty są ucztą dla oczu!

Pozdrawiam! 🙂

 

Sypialniane „potpourri”

Miało być prosto. Bez nadmiaru mebli, dekoracji i kolorów. Jest! Do dopracowania pozostało jeszcze kilka szczegółów i będę mogła powiedzieć, że sypialnia jest „moja”. Dominują w niej czerń i biel (yin i yang), do których dorzuciłam garstkę pasteli.

Kwiaty w domu są dla mnie bardzo ważne. Dodają mu barw i zapachów, ale przede wszystkim energii. Ponieważ przy mojej fibromialgii cierpię na jej niedobór, taki jej zastrzyk jest mile widziany.

Na parapet okna trafiła niedawno prosta doniczka. Postanowiłam podkreślić jej „talię” paskiem sztucznej skórki. Dzięki tej minimalnej ozdobie zyskała na urodzie.

Krzesłem, którego siedzisko zrobiłam bodajże rok temu ciągle się cieszę. Jest dekoracyjne i praktyczne.

Breakfast in bed? Hm… Wolę mieć siłę, aby ściągnąć się rano z łóżka i zjeść śniadanie przy kuchennym stole 😉

Ciepło pozdrawiam!

 

Wiosna = Kwiaty

„Kwiat jest uśmiechem rośliny”, pisał Peter Hille. Z częstych ostatnio wycieczek za miasto, gdyż pogodę mamy tutaj obecnie cudowną, przywożę takie uśmiechy do domu, aby dodać mu słońca, radości i przytulności.

A gdy jedne uśmiechy „bledną”…

… ozdabiam dom nowymi. Każde jego pomieszczenie. Delektuję się zapachami, barwami, bogactwem form kwiatów. Są nie tylko dekoracją, ale i wspomnieniem miejsc, gdzie spędziłam krótszy lub dłuższy czas:

uroczej łąki i położonego niedaleko niej lasu,

kamienistej plaży, nad którą sprzeczały się hałaśliwie mewy,

chaszczy w pobliżu plaży, które forsowałam jak gęstą dżunglę, aby dotrzeć do pięknotek na fotce wyżej

i ścieżki między złotymi polami kwitnącego rzepaku.

Pozdrawiam 🙂

 

Czym są dekoracyjne przedmioty?

Czymś, co posiadamy przez ograniczony czas. Jedni mają w swoich domach/mieszkaniach droższe dekoracje, inni tańsze. Jedni posiadają je dłużej, inni krócej. Po co nam one? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Ja mam je dlatego, że przysparzają mi wielu estetycznych doznań. Niektóre podróżują ze mną od bardzo dawna, niektóre od miesięcy, tygodni czy dni.  Niedawno nabyty, cudownie pokręcony świecznik z angielskiej firmy Black Blum o nazwie „Loop” trafił na kuchenny stół, ale na pewno będzie (znając siebie) wędrował po mieszkaniu ozdabiając i inne miejsca.

Domową atmosferę niezaprzeczalnie tworzą ludzie.  Dekoracje są jednak jej dopełnieniem.  Kropką nad i.

Ze świecznikiem (w guście domowników, bo każdy ma inny, przy czym żaden nie jest lepszy czy gorszy) i bukietem kwiatów w wazonie, nawet proste obiadowe danie konsumuje się z większym apetytem.

Pozdrawiam i życzę miłego, słonecznego, ciepłego weekendu! Mam nadzieję, że sama takiego tutaj doświadczę.

 

Taca – diy

Dwie deski ze starej szuflady, dwa uchwyty do mebli z sh, klej do drewna, farba i mam nową tacę na ławę w saloniku!

Na pierwszą jej dekorację wybrałam dwóch czarujących, metalowych mnichów grających w piłkę, którzy są w moim posiadaniu od dawna (kiedyś bawili się na półce z książkami) oraz wazon wypełniony kwiatami, jakie zaoferowała mi dziś przyroda podczas niezbyt długiego, ale przyjemnego spaceru.

Ponieważ zrobienie tacy na zdjęciach wyżej było bardzo łatwe, mam w planach kolejną. Muszę tylko znaleźć odpowiedniej długości i szerokości wiekową deskę. Dlaczego wiekową? Bo takie mają niepowtarzalny czar.

Pozdrawiam

Po co pewne rzeczy wyrzucać …

… skoro można im dać drugie życie!
Stara tacka z surowego, sfatygowanego drewna urodą nie grzeszyła, ale miała w sobie coś, co namówiło mnie do sięgnięcia po papier ścierny i farbę. Po wygładzeniu powierzchni i pokryciu jej czarną farbą, tacka ozdabia kuchenny stół. I całkiem ciekawie się na nim prezentuje!

Pozdrawiam i życzę słonecznego weekendu 🙂

Pledowo

Koce i pledy zawsze się w domu przydają. Podobnie jak poduszek, nigdy nie jest ich za wiele!
Ostatnio wydziergałam sobie pled z grubej, miękkiej włóczki. Dlaczego nie?!
Nie wszystko musi być kupne, gotowe. Poza tym, robiąc coś samemu, możemy poszczycić się czymś, czego nikt inny nie ma 😉
Pled trafił do sypialni…

… ale będę z pewnością otulała się nim siedząc na balkonie podczas chłodnych późnowiosennych, letnich i wczesnojesiennych wieczorów.
Gorąco zachęcam do takich kreatywnych robótek. Korzystając z grubej włóczki i grubych drutów pled robi się prawie sam.

Cieplutko pozdrawiam

Tanie zmiany

Odwiedzając wczoraj mój ulubiony second hand, dostrzegłam taką oto dużą filiżankę.

Natychmiast pomyślałam o parapecie kuchennego okna, na który (po małym przemeblowaniu) znalezisko trafiło. Ciekawie komponuje się tam z porcelanowym ptakiem.

W drodze powrotnej z sh byłoby grzechem nie zatrzymać się w lesie. Przywiozłam stamtąd do domu parę gałązek pokrytych młodymi liśćmi w kolorze soczystej zieleni. Białe kwiaty na gałązkach z poprzedniego wpisu zdążyły przekwitnąć, a ponieważ jest wiosna nie toleruję pustych wazonów 😉

Kolejne małe i tanie zmiany, które bardzo cieszą!

O szczegółach

Szczegóły tworzą całość. Stara to prawda. Wiosna za rogiem i zapragnęłam przyozdobić nią moje mieszkanie.
Etap pierwszy to oczywiście wazonowe dekoracje. Jedną, z przebiśniegami, pokazałam tu w poprzednim wpisie.
Drzewo o niewiadomej mi nazwie skusiło mnie podczas ostatniego spaceru swoimi czerwonymi pąkami i pozbawiłam je jednej gałązki. W domowym cieple pąki przeistoczyły się w coś takiego 🙂

Na ławę pokoju dziennego trafił bluszcz. Chyląc się wdzięcznie w wazonie przypomina trochę falującą podwodną roślinność, więc szklana ryba pasuje obok niego jak ulał.

Mały świecznik z duńskiej firmy Herstal (prosty design należy do moich ulubionych) znalazłam w sklepiku second hand za 10 koron, czyli mniej więcej 5 polskich złotych! Ustawiłam go przy „morskiej” scence, aby światło płonącej w nim świeczki podkreślało kształty płetwiastej po zapadnięciu zmroku.

Nawet skromna gałązka drzewa/krzewu czy kawałek bluszczu potrafią zmienić wnętrze!