Black & White

Kombinacja czerni i bieli podoba mi się tak bardzo, że zaczęłam kolekcjonować porcelanę w tych nie-kolorach. Pomimo iż szczytu popularności doświadczała kilka lat temu. Jeśli coś lubię, to lubię i w nosie mam trendy. Kolekcjonowanie jest może zbyt wielkim słowem. Bardziej pasuje tu zbieractwo. Czego to ja nie zbieram! Nie oznacza to bynajmniej, że mam wszędzie zagracone. Nie mam. Porcelana w moim skromnym zbiorze B&W pochodzi z second handów, które jak wiesz darzę ogromną sympatią.Od roku szukam tam talerzy, miseczek i kubków z ikeowskiej serii Tickar.

(fotka zaczerpnięta z netu)

Jak dotąd udało mi się znaleźć tylko jeden talerz (zdjęcie niżej z lewej strony) i kubki, w kropki i w paski. Nie tracę jednak nadziei, że i reszta zestawu kiedyś do mnie trafi. Talerzyk z prawej strony i miseczka są także z Ikei.Kubki I i T są produkcji cejlońskiej firmy Paradise Road. Pozostałe pochodzą z Bo Concept.Czerń symbolizuje m.in. tajemniczość, wiedzę, elegancję, niezależność, ale i zło, smutek, konserwatywność, władzę i strach. Biel nadaje jej lekkości. Równoważy ją. Doskonale komponują się z czernią i bielą kolory owoców, kwiatów, warzyw czy słodyczy.

To byłoby tyle na dziś. Wybieram się na kolejne polowanie w sh 😉

Pozdrawiam/Lilit

 

Reklamy

Trzykrotkowo

Rośliny doniczkowe są cudowną dekoracją wnętrz. Tak przynajmniej uważam ja! Ich moc oczyszczania powietrza z toksyn jest oczywiście wielkim plusem. Wiele z nich łatwo wyhodować z odnóżki. Ukorzenianie niektórych doniczkowych to rzecz dziecinnie prosta. Tak było w przypadku trzykrotki pasiastej na fotce niżej. Mała odnóżka trafiła do pojemnika z wodą i po tygodniu mogłam ją posadzić w ziemi. Po kilku miesiącach stanowi piękną ozdobę półki w pokoju gościnnym.W drodze inna trzykrotka – Purple Passion 🙂  Rozmnażanie roślin to przyjemna i pożyteczna zabawa! A doniczkowe wyhodowane przeze mnie rosną lepiej od tych kupionych w sklepie. Może dlatego, że nie muszą doznawać szoku związanego ze zmianą środowiska.

Pozdrawiam/Lilit

 

Letnia dekoracja konsoli

Konsola w pokoju dziennym marzyła mi się od dłuższego czasu i nareszcie ją mam (tak naprawdę jest to stolik barowy Seaford, przypominający konsolę, z kółkami przy dwóch nogach). Przed jej zakupem postanowiłam przemalować ścianę, przy której miała stać. Zieleń owej ściany w odcieniu kiwi irytowała mnie od roku i zmieniłam jej barwę na spokojniejszą, szarą z odrobiną delikatnej niebieskości. Gdy mebel trafił na przydzielone mu miejsce, stworzyłam na nim letnią dekorację. Kilka elementów wymaga jeszcze dopracowania, ale… nie od razu Kraków zbudowano!

Ciekawą, ceramiczną dłoń oraz świeczniki znalazłam w sh. Pudrowy róż tych ostatnich jest mile widziany w pokoju dziennym. Planuję mieć go tam więcej, np. w postaci poduch.

Drewniana ryba „przypłynęła” do mnie 15 lat temu z dalekiego Madagaskaru. Roślina w doniczce jest rezultatem eksperymentu z pestkami owoców liczi. To egzotyczne drzewko cieszy oczy pięknie zabarwionymi młodymi liśćmi.

Kolejny projekt został urzeczywistniony! W planach mnóstwo innych 🙂

Pozdrawiam/Lilit

 

I could give up shopping…

… but I’m not a quitter 😉 Mam tu na myśli zakupy w second handach. Niedawno znalazłam w nich latarenkę sztormową. To alster Dunki Pernille Vea. Jej prosty styl jest absolutnie w moim guście!

Latarenka doskonale pasuje do marynistycznego stylu w pokoju dziennym.

To samo mogę powiedzieć o pokrowcach na poduchy z dobrej jakości bawełny. Ich niebieskie odcienie fajnie komponują się z beżem kanapy.  Pokrowców na poduszki nigdy nie za wiele! Dzięki nim można łatwo zmieniać wygląd kanapy nawet co tydzień.

Cieszę się także, że wyszperałam w sh kolejne ceramiczne cudeńko z holenderskiej firmy Des Pots. Wazon na fotce niżej jest sporo większy od tego, który pokazałam tu wcześniej.

Pozdrawiam i zachęcam do buszowania po sh i pchlich targach 🙂

 

Przed wiosennymi świętami

Wiosna na horyzoncie! Przebiśniegi, ranniki i krokusy, zebrane w parkach w dorodne grupy, planują detronizację zimy. Jestem im za to ogromnie wdzięczna. Spacerując kilka dni temu za miastem, dojrzałam też liście Arum maculatum. Zieloniutkie, z pięknym unerwieniem. Ich kępka była dostatnia, więc kilka z nich trafiło do wazonu.

Kanapę w pokoju dziennym udekorowałam bawełnianą poduchą z motywem piór, ze szwedzkiej firmy Serholt

 i … ręcznikiem plażowym, który doskonale sprawdza się jako pled 🙂

Planowałam sporo na zbliżające się święta. Prawdopodobnie muszę części planów zaniechać, bo… jeśli nie jedno z moim zdrowiem, to drugie, i tak w kółko. Znów jestem zdana na przymusowe leżakowanie 😦 Pociechą są kupione w sklepie ciastka (proszę nie dać zmylić się nadrukowi na pudełku) i poprawiająca humor książka Benjamina Hoffa „Te Prosiaczka” traktująca o taoistycznych mądrościach.

Pozdrawiam 🙂

 

Kitchenscapes

Nie wiem jak Ty, ja uwielbiam spędzać czas w kuchni. I u siebie, i u innych. Nie, nie jestem wyborną kucharką i nie mam wielkich zainteresowań w tej dziedzinie. Kuchnia jest jednak dla mnie jednym z najważniejszych pomieszczeń w domu. Jest to miejsce spotkań z rodziną/znajomymi przy kawie i cieście albo smacznym obiedzie, chociaż do miana gourmet mu daleko 😉 To miejsce, gdzie podczas śniadań snuję plany na dany dzień, wieczorem zaś, przy kubku ziołowej herbaty, podsumowuję wydarzenia dnia.

Lubię mieć w kuchni czysto, kolorowo (bez przesady) i jasno. Łączę tam rzeczy starsze z nowymi, rzeczy nabyte w galeriach handlowych i sh. Najważniejsze jest dla mnie, aby całość zaspokajała mój gust i żyła w zgodzie z moim poczuciem estetyki.

Sklepy oferują mnóstwo ciekawych pojemników na makarony i inne produkty. Warto je w kuchni wyeksponować. U mnie stoją na prostej półce z Ikei, która pomimo dostojnego wieku wiernie mi służy.

Blat między zlewozmywakiem a piecem stał się kilka dni temu displayem dla kilku przypraw, warzyw i ozdób. Czarno-biały talerz zgrabnie komponuje się z czarnym czajnikiem z duńskiej firmy Broste.

A tak to miejsce wyglądało latem w zeszłym roku. Oj, jak ja lubię zmiany! I zupełnie wystarczają mi małe.

Ostatnim krzykiem mody są półki zamiast górnych szafek. Nie, dziękuję! Wygląda to ciekawie, ale wymaga nieustannego odkurzania. Nie jestem masochistką. Wygodniej mi z witryną w jednej szafce.

Afisze czy obrazy z kulinarnymi motywami dodają kuchni uroku. Mój jest szklany. Kupiłam go kilka lat temu w austriackim XXXLutz.

W otoczeniu kwiatów, barw i interesujących form milej spędza się czas.

Moja kuchnia podlega ciągłym przemianom. Podobnie jak reszta mieszkania. Podobnie jak ja.

Czy i Ty darzysz to pomieszczenie dużą sympatią? Czy i Ty często coś tam zmieniasz?

Pozdrawiam cieplutko z mroźnego obecnie zakątka południowej Szwecji 🙂

 

O feng shui z dystansem

Im bardziej zagłębiam się w tajniki feng shui, tym bardziej się stresuję, a miało być relaksująco! Ponoć chińscy mistrzowie tej sztuki studiują ją przez 30 lat zanim mogą powiedzieć z czystym sumieniem, że nauczyli się wszystkiego. Ja tyle czasu nie mam. Cierpliwości też mi nie dostaje. Na chińskiego konsultanta mnie nie stać, innych prosić o pomoc nie zamierzam, bo naczytałam się dużo o tym, jak ogromna ich grupa żeruje na naiwności klientów. Pozostaje mi więc podchodzić do feng shui z dystansem i skorzystać z moich prywatnych zasobów zdrowego rozsądku. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że jest on źródłem sporej części tej starej chińszczyzny. Aby nie być gołosłowną, podam kilka przykładów. Trudno zaprzeczyć, że w czystym domu żyje się zdrowiej, bo mniej w nim bakterii.  Gdzie mniej rzeczy, tam łatwiej utrzymywać całość w porządku.  Pijąc kawę z nadtłuczonego kubka grożą nam skaleczenia, lepiej się go pozbyć. Nikt chyba nie czułby się dobrze w mieszkaniu o białych ścianach, z białymi meblami, białymi tekstyliami, białą podłogą itd. , lepiej skorzystać z usług kilku kolorów.

Pobiegałam wczoraj z kompasem w ręku po moim M3 i wykrzyknęłam O NIE! Sypialni nie przeniosę do pokoju dziennego, kuchni do przedpokoju, gdyż właśnie takie rozmieszczenie byłoby optymalne. Wykrzyknęłam O NIE! ponownie, gdy okazało się, że w kuchni powinno być na szaro, nie na łososiowo, w sypialni zaś na beżowo a nie miętowo. A wąskiej półki nad łóżkiem nie zdejmę, chyba że po malowaniu (prawdopodobnie już za parę miesięcy, chociaż z fachowcami nigdy nie wiadomo). Jest solidnie przymocowana do ściany i niezbyt obciążona dekoracjami, na głowę mi nie spadnie.

Odetchnęłam z ulgą! Ślepe podążanie za dogmami wszelkiej maści nie dla mnie! Co nie oznacza, że z feng shui raz na zawsze rezygnuję. Nic podobnego!

*Fotka zaczerpnięta z netu

 

Minimalistycznie

Ceny żywych kwiatów w okresie zimy są dość wysokie. Z wyjątkiem róż i goździków, które nie należą do moich ulubionych. Regularne tworzenie obfitych bukietów kosztowałoby sporo, bo ich wazonowe życie nie trwa długo. Można więc sprawiać sobie przyjemność jednym kwiatem tygodniowo, gdyż nawet jeden kwiat potrafi wzbudzić w nas radość i stanowi miły element dekoracyjny w domu.

Jaskry kojarzą mi się z soczystą, świeżą wiosną (czekam na nią z utęsknieniem!).  Dlatego też wybrałam właśnie je podczas ostatnich odwiedzin w kwiaciarni.  Wazon i lampion są zdobyczami z sh. Cieszę się, że je tam wyszperałam! Ten prosty wazon zdaje się być stworzony do minimalistycznej rośliny. Lampion pochodzi z fińskiej firmy iittala (to alster Alvara Aalto) i tak naprawdę nie jest lampionem lecz… solniczką. Nabytą wraz z nią łyżeczkę wykorzystam do czegoś innego.

Na kuchenny stół trafiła też ostatnia w tym roku semla, czyli słodka bułeczka wypełniona masą marcepanową i bitą śmietaną, jedzona w Szwecji kilogramami w aktualnym okresie roku. Ja za tą słodyczą nie przepadam, Mr Colores Vitae ją uwielbia.

Pozdrawiam 🙂

 

O kuchennych zmianach

Ząb czasu porządnie nadgryzł niektóre kuchenne meble, trzeba je więc było wymienić na inne.  Wybór padł na stół solidnie trzymający się podłogi i miękkie, wygodne krzesła. Nigdy nie siedziałam na tak wielu krzesłach, jak przed nabyciem tych na zdjęciu niżej. Śmiały mi się oczy do wielu modeli, zwyciężyła jednak potrzeba komfortu. Kuchenną sofę, która stała kiedyś przy oknach, przygarnęła znajoma. Nie tęsknię za nią. Mam tu na myśli sofę, nie znajomą 😉

Metamorfoza nastąpiła ponad miesiąc temu, więc okres oswajania się z innością kuchennego kącika jadalnego mam już za sobą. Marzyła mi się prosta aranżacja i mam ją!  Pod meblami przydałby się jakiś dywan, np. sizalowy. Hm… może będzie.

Jak widać na fotkach znów korzystam z tulipanowej terapii. Różowe z wcześniejszego wpisu zwiędły i zastąpiłam je ognistymi. Ten kolor energetyzuje bardziej od poprzedniego. Jest to niezmiernie mile widziane, bo dopadło mnie przeziębienie.

Cieplutko pozdrawiam 🙂

 

Feng shui – Kanciastości i okrągłości

Nie zamierzam publikować tutaj dokładnych opisów pięciu elementów feng shui (drzewo, ogień, ziemia, metal, woda) ani innych technicznych informacji, które można łatwo znaleźć na wielu stronach internetowych. Skoncentruję się na amatorskich próbach tworzenia harmonijnej całości w moim M3 , na ile da się to zrobić.

W dzisiejszym poście napiszę odrobinę o kanciastościach i okrągłościach w wystroju wnętrz. Mam u siebie i jedne, i drugie, chociaż do całkiem niedawna przeważały kanciastości, wiele z nich duże, w postaci mebli. Zaczęłam więc balansować je dekoracjami o opływowych kształtach. Dwa wpisy wstecz pokazałam tu okrągłą tacę na prostokątnej ławie. Dziś przykładem łagodzenia kantów są inne meble w pokoju dziennym. Z jednej z półek usunęłam książki, które dodatkowo potęgowały jej formę i umieściłam tam takie oto ozdoby,

a ostry kant szafki „poskromiłam” scindapsusem w okrągłej doniczce.

Okrągłe doniczki z zielonościami sprawdziły się także w dużym oknie pokoju.

Dzięki tym kontrastom energia Yin i Yang zyskały większą równowagę. Kontrasty są mile widziane w feng shui. Kombinowanie wysokiego z niskim, chropowatego z gładkim, połyskującego z matowym, ciemnego z jasnym itd. wychodzi wnętrzom na zdrowie.

Pozdrawiam 🙂