Coraz bardziej jesiennieje

I za oknem, i w moim mieszkaniu.

Jesień namawia do wyciszenia się, zmniejszenia tempa, wręcz do lenistwa. Nie jest mi łatwo ulec jej namowom, bo po lecie, gdy nieustannie mnie gdzieś gnało i dużo spacerowałam, nie potrafię ot tak zmienić kierunku jazdy. Wymaga to trochę czasu, ale z dnia na dzień coraz mniej ciągnie mnie na zewnątrz. 9 stopni powyżej zera przy wysokiej wilgotności powietrza błogim ciepełkiem nazwać nie można, a straszny ze mnie zmarzluch. Poza tym za oknem często wyją przeraźliwie silne wiatry, a z grafitowego nieba leją się strugi deszczu, co absolutnie nie zachęca do wyściubiania nosa za drzwi.

Mój pokój dzienny ubiera się w odcienie burgundu i granatu. Tej jesieni jest ponoć bardzo modny kolor musztardowy. Pozostawiam tę barwę tym, którzy ją lubią.

Coraz częściej otulam się kocem na kanapie i czytam.

Ostatnio wzięłam na warsztat „Outlandera” Diany Gabaldon. Co prawda po obejrzeniu trzech sezonów serialu opartego na tej książce, a szczególnie po scenie, gdy Jamie wskoczył podczas rasowego sztormu w otchłanie oceanu ratując swą ukochaną Claire, co mu się oczywiście bez większych problemów udało, cała historia sporo w moich oczach straciła. Na pytanie czy zrobiłby to samo, mój Wiking odpowiedział: „No chyba żartujesz!”. No cóż, nie każda kobieta ma szczęście mieć przy boku Mr Frasera! Fragmenty powieści ociekają krwią a ja mam słabe nerwy, więc podczas lektury zajadam ciasto. Wczoraj upiekłam gruszkowe z orzechami włoskimi. Smakuje o niebo lepiej niż paznokcie 😉

Jesień nastraja także do zapalania świec, co od dwóch tygodni praktykuję. Rezygnuję z kilkunastu świec, płonie u mnie wieczorami jedna albo dwie. Ale i taka skromna ilość nadaje wnętrzom więcej przytulności.

Przy blasku świec obiady jemy wolniej. I wcale nie dlatego, że nagle zaczęłam przyrządzać kulinarne rarytasy, którymi należy się długo delektować. I wish! Niestety, trzymam się kurczowo dań prostych, co nie oznacza, że nie są smaczne.

Jabłkowe desery jeszcze nam się nie przejadły. Ten na zdjęciu niżej robi się prawie sam, jest pyszny i smakuje jak sernik.

Oto przepis: 2 jajka i trochę mniej niż pół szklanki cukru zmiksować do puszystości. Dodać szklankę creme fraiche i łyżeczkę cukru waniliowego. Dokładnie wymieszać. Obrać cztery jabłka i pokroić je na cienkie plasterki. Ułożyć w foremkach o średnicy 12 cm i zalać masą. Piec w środkowej części piekarnika w temperaturze 200 stopni 25-30 minut.

Czym Ty wypełniasz sobie czas jesienią?

Do następnego napisania/Lilit

 

Reklamy

Prosty wianek na drzwi

Uczciłam dziś doczołganie się do zdrowia po pierwszym jesiennym przeziębieniu (pierwszym i oby ostatnim) długim spacerem i wiankiem na drzwi. Wianek powstał z uroczych pnączy chmielu, którymi oplotłam metalową ramkę. Jest prosty, bo takie najbardziej mi się podobają.

Mam nadzieję, że po zasuszeniu szyszki i liście chmielu pozostaną na metalowej ramce… 😉

Pozdrawiam z coraz chłodniejszej Skanii/Lilit

 

Jeszcze kilka sypialnianych zmian

Pobawiłam się ostatnio troszkę więcej sypialnianymi dekoracjami. Nad komodą zawisło okrągłe lustro. Jest tam miłym, dekoracyjnym akcentem, chociaż pełni i praktyczną funkcję.

Podłużna, biała taca na komodzie ustąpiła miejsca zdobyczy z sh – tacom/miseczkom w formie yin i yang. Przeznaczone są pewnie do serwowania jedzenia, ale zmiany zastosowania rzeczy praktykuję od dawna, więc służą mi jako display dla perfum i wazonu z (tym razem) uroczą hortensją.

Przytulne aksamitne poduchy ciekawie, uważam,  komponują się z resztą kolorów w sypialni.

Czy uznaję dekorowanie tego pokoju za zakończone? Na razie tak, ale podejrzewam, że za kilka tygodni znów się tam coś zmieni. Będą to z pewnością jedynie ozdobne szczegóły, bo więcej mebli tam nie potrzeba.

Od dwóch nocy moje sny słodkimi nie są, gdyż dopadła mnie grypa. Taka rasowa, z gorączką, potężnym bólem gardła, cieknącym nosem i brakiem chociażby jednego centymetra na ciele, które nie byłoby obolałe. Mam nadzieję, że odczepi się ode mnie jak najszybciej!

Życzę Ci przyjemnego weekendu/Lilit

 

Sypialnia po remoncie

… chociaż nie wszystko jest tam jeszcze dopięte na ostatni guzik. Nie chcę spieszyć się z dekoracyjnymi szczegółami, bo co nagle to po diable. Kolor ścian w sypialni zmienił się z miętowo-szarego na… miętowo-szary. o przyjemniejszym, ciemniejszym odcieniu. Trudno mi go oddać na zdjęciach, przeobraża się w zależności od pory dnia i natężenia światła (najbliższy rzeczywistości – coś pomiędzy drugą fotką z prawej strony i fotką trzecią). Dębowy parkiet, z którego jestem bardzo zadowolona, dodaje wnętrzu ciepełka.

Nazbyt dominująca szafa w sypialni ustąpiła miejsca prostej ikeowskiej komodzie. Wybór padł właśnie na nią, gdyż jest niezbyt wysoka (tak lubię), pojemna i, jeśli znudzi mi się bez uchwytów, łatwo je przy jej szufladach zamontować.

Pierwszą ozdobą komody stały się flakoniki perfum, świecznik (nieustannie wędrujący po mieszkaniu), gałązka tarniny pokryta niebieskimi owocami i obraz.

Czy okrągłe lustro w czarnej, wąskiej ramce, byłoby dopełnieniem kompozycji? Może tak!

Zrezygnowałam z półki nad łóżkiem. Czyżbym wzięła sobie do serca rady ekspertów od feng shui? Na to wygląda! 😉 Przy wyższym obecnie o kilkanaście centymetrów zagłówku jest, uważam, zbędna. A ten zagłówek to dwie deski zachowane z obudowy starego łoża, podcięte do odpowiedniej długości i pomalowane na biało.

Stoliki przy łóżkach są z nami od bardzo dawna. Miały kilka wad urody, więc Mąż odświeżył je farbą w sprayu. Zrobił to w piwnicznym schowku, który musieliśmy później szorować przez kilka godzin…

Wydaje mi się, że całkiem fajnie wyszła ta mieszanka starego i nowego, oraz Yin i Yang.

Pozdrawiam ze Skanii, gdzie nareszcie popaduje deszcz, ku mojej ogromnej uciesze/Lilit

 

Efektywne „spowalniacze tempa”

Lubię tworzyć w moim mieszkaniu dekoracyjne aranżacje. Nazywam je „spowalniaczami tempa”, bo podczas codziennej domowej krzątaniny zachęcają do zatrzymania się na chwilę i postudiowania szczegółów. Nie muszą to być wyszukane kompozycje. Wystarczy kilka ozdób złożonych w estetyczną grupę. Estetyczną oczywiście dla nas samych, bo z estetyką już tak jest, że nieomal dla każdego oznacza ona co innego.

Na pokazanej tu w jednym z wcześniejszych wpisów konsoli usadowiła się niedawno (wśród innych ozdobnisiów) doniczka o ciekawej strukturze powierzchni. Srebrna tacka przeistoczyła ją w bardziej ekskluzywną 😉

Stolik nocny w sypialni zdobi od tygodnia hortensja w prostym wazonie, perłowy naszyjnik i perfumy Italian Summer Fig. Te ostatnie pasują do aktualnego klimatu południowej Szwecji, który bez najmniejszej przesady można nazwać śródziemnomorskim!

Szklane „nie-wiem-jak-to-to-nazwać” (i „nie-wiem-do-czego-to-to-jest-przeznaczone”) w kuchni fajnie eksponuje pierwsze tego lata papierówki. Równie fajnie będzie eksponować w przyszłości i inne różności.

Łazienka, aby nie była zazdrosna o inne pomieszczenia, zyskała odrobinę klimatu spa dzięki takiej aranżacji w rogu wanny.

Cieplutko pozdrawiam/Lilit

 

Przedpokojowy mebel w nowej odsłonie

Czy pamiętasz mój projekt diy sprzed kilku lat, gdy stolik z lat sześćdziesiątych zeszłego stulecia zmieniłam w przedpokojowe siedzisko? Obecnie wygląda odrobinę inaczej.

Dolną część jego nóg przemalowałam na czarno. Ta mała zmiana nadała mu zupełnie innego charakteru, do czego przyczyniło się także sztuczne futro o nieregularnym kształcie. Pół godziny pracy, odrobina farby i voila!

Przy okazji pokażę tu latarenkę, zdobycz z pchlego targu, której przydzieliłam funkcję wazonu. Dlaczego nie?! Jest ciekawą, letnią ozdobą komody w przedpokoju.

Pozdrawiam /Lilit

 

Na moim lipcowym balkonie

Od Twoich odwiedzin na moim balkonie w maju trochę się tam zmieniło. Pomyślałam, że może masz ochotę na kolejną wizytę. Przez ciepły czerwiec rośliny sporo podrosły. Sukulentom zaczyna robić się ciasno w przydzielonej im doniczce.

Od dwóch tygodni bujają się nad petunią zwiewne kwiaty żurawki. a pnącza dzikiego wina dekoracyjnie wychylają się poza balkonową poręcz.

Kalia, o której wspomniałam tu wiosną, zakwitła tylko jednym kwiatem. Nie szkodzi. I tak jest piękna! Bardzo podobają mi się jej nakrapiane liście.

Wietrzne przedpołudnia ostatnich dni sprawiały, że musiałam z nią uciekać do mieszkania. Czego się nie robi dla takiej ślicznotki!

Szałwia stepowa burmuszyła się na mnie w zeszłym roku i nie dała mi cieszyć oczu chociażby jednym kwiatem. W tym roku jest w lepszym humorze! Tojeść rozesłana rozjaśnia swą słoneczną barwą zacieniony kasztanowcem kącik, a różne rodzaje mięty tłoczą się w jednym lokum. Wkrótce je przetrzebię (w planach miętowy syrop i miętowy cukier).

Czym by Cię tym razem poczęstować… Lubisz smoothie z owoców sezonowych? Te z malin, czarnych porzeczek i ich czerwonych „sióstr” są cudownie orzeźwiające, co pasuje jak ulał do obecnych upałów.

Upiekłam też biszkopt z zebranymi wczoraj w lesie malinami. Masz ochotę na kawałek albo dwa?

Balkon nie potrafi w pełni zastąpić ogrodu, ale niezmiernie się cieszę, że go mam!

Pozdrawiam, życzę przyjemnego weekendu i zapraszam do jesiennych odwiedzin mojej oazy w środku miasta 🙂 /Lilit

 

Kuchnia po remoncie

Kiedy słyszy się słowo REMONT, kojarzy się je zazwyczaj z przewróceniem domu/mieszkania „do góry nogami”. Podczas remontu mojej kuchni skończyło się na wymianie blatów i kafelków. I na szczęście, że na tym się skończyło! Kuchenne szafki posłużą mi dłużej, chociaż… marzą mi się inne. Podłoga jest w dobrym stanie, chociaż… marzą mi się płytki. Nie jest wykluczone, że ściany zmienią kolor, ale absolutnie nie w tym roku. Mieszkaniowe metamorfozy muszę dozować, aby zupełnie nie opaść z sił.  Moja kuchnia wygląda obecnie tak.

Z kafelków jestem ogromnie zadowolona. Mają ciekawą strukturę i ślicznie odbija się w nich światło.

Dekoracji na nowych blatach kuchennych nie wymieniłam na inną, jeszcze mi się nie przejadła. Dorzuciłam tam jedynie duży kubek z zielonościami.

Porcelana zza witryny jednej z szafek przyklaskuje przeobrażeniom. Ja też!

Przy okazji pochwalę się kolejną zdobyczą z sh. Jest nią stylowa (moim zdaniem) lampka. Przydzieliłam jej miejsce na parapecie kuchennego okna.

Bukiety na kuchennym stole zmieniają się regularnie. Przecież jest lato! A latem, pomimo iż tegoroczna susza w południowej Szwecji daje się przyrodzie we znaki, ciągle coś kwitnie, a zbieranie polnych kwiatów przysparza mi mnóstwo radości. Różowy krwawnik pospolity jest, w całej swojej prostocie, uroczą ozdobą wazonu.

Odświeżona kuchnia zachęca mnie do kuchmarzenia, z czego niezmiernie cieszy się mój Mąż 😉

Pozdrawiam/Lilit

 

Nigdy więcej!

Przez cały zeszły tydzień miałam w mieszkaniu remont. W sypialni i w kuchni. NIGDY WIĘCEJ na coś takiego się nie piszę! Gdyby nie moja fibro wszystko przeszłoby bez większych problemów. Poradziłabym sobie z hałasem, wonią farb, zapachem nowego parkietu i kurzem tworzącym smog podczas usuwania kuchennych kafelków, które nie miały najmniejszej ochoty na separację ze ścianą. Fachowiec musiał więc dać im posmakować i młotka, i jakiegoś niezmiernie głośnego elektrycznego narzędzia.

Biedna ja!!! Sprzątanie zabrało mi kilka dni, pomimo wydatnej pomocy mojego Wikinga.  Aby zapomnieć o traumatycznym remoncie trafiły dziś do wazonów kwiaty i gałązki krzewów. To sprawdzony sposób na przyrost energii.

Postanowiłam też upiec coś słodkiego. To drugi sprawdzony sposób na przyrost energii. Sił wystarczyło mi jedynie na biszkopt z czarnymi porzeczkami.

Czy poczułam się wzmocniona jednym i drugim? Odrobinę 😉 Metamorfozy pokażę tu innym razem, bo jak to po remoncie bywa, chciałoby się zmienić to i owo w wystroju wnętrz. Wymaga to trochę czasu.

Pozdrawiam/Lilit

 

Więcej pudrowego różu

Nie tak jednak dużo, żeby zbierało się na mdłości. Urocza poducha na kanapie to prezent urodzinowy od moich bliskich. Jest inną wersją popularnej poduszki w formie węzła. Marzyła mi się od pewnego czasu i ją mam 🙂 Fajnie, uważam, współgra z ozdobami na konsoli za kanapą. W towarzystwie różnych odcieni niebieskości, odrobiny szarości, czarnych elementów i beżu, delikatny róż jest przyjemnym akcentem w pokoju dziennym. Do niedawna nie miałam nic przeciwko ostrzejszym kolorom. Obecnie wolę stonowane.

A teraz z innej beczki. Kocham zapach sandałowca! Snuje się on po moim mieszkaniu od kilku lat. Mam go w postaci olejku. Gdy zobaczyłam w sklepie świeczkę sandal wood w ładnym słoiczku. po prostu musiałam ją kupić.

Przez najbliższe dni po moim M3 będą się snuć mniej przyjemne zapachy. Remont sypialni oznacza drażniącą nos woń farb.

Cieplutko pozdrawiam/Lilit