Sypialnia po remoncie

… chociaż nie wszystko jest tam jeszcze dopięte na ostatni guzik. Nie chcę spieszyć się z dekoracyjnymi szczegółami, bo co nagle to po diable. Kolor ścian w sypialni zmienił się z miętowo-szarego na… miętowo-szary. o przyjemniejszym, ciemniejszym odcieniu. Trudno mi go oddać na zdjęciach, przeobraża się w zależności od pory dnia i natężenia światła (najbliższy rzeczywistości – coś pomiędzy drugą fotką z prawej strony i fotką trzecią). Dębowy parkiet, z którego jestem bardzo zadowolona, dodaje wnętrzu ciepełka.

Nazbyt dominująca szafa w sypialni ustąpiła miejsca prostej ikeowskiej komodzie. Wybór padł właśnie na nią, gdyż jest niezbyt wysoka (tak lubię), pojemna i, jeśli znudzi mi się bez uchwytów, łatwo je przy jej szufladach zamontować.

Pierwszą ozdobą komody stały się flakoniki perfum, świecznik (nieustannie wędrujący po mieszkaniu), gałązka tarniny pokryta niebieskimi owocami i obraz.

Czy okrągłe lustro w czarnej, wąskiej ramce, byłoby dopełnieniem kompozycji? Może tak!

Zrezygnowałam z półki nad łóżkiem. Czyżbym wzięła sobie do serca rady ekspertów od feng shui? Na to wygląda! 😉 Przy wyższym obecnie o kilkanaście centymetrów zagłówku jest, uważam, zbędna. A ten zagłówek to dwie deski zachowane z obudowy starego łoża, podcięte do odpowiedniej długości i pomalowane na biało.

Stoliki przy łóżkach są z nami od bardzo dawna. Miały kilka wad urody, więc Mąż odświeżył je farbą w sprayu. Zrobił to w piwnicznym schowku, który musieliśmy później szorować przez kilka godzin…

Wydaje mi się, że całkiem fajnie wyszła ta mieszanka starego i nowego, oraz Yin i Yang.

Pozdrawiam ze Skanii, gdzie nareszcie popaduje deszcz, ku mojej ogromnej uciesze/Lilit

 

Reklamy

O kolorach – żółty

Zrywając wczoraj na skraju lasu mirabelki, zrodził się pomysł na wpisy o kolorach. Przyszła mi ochota na „pobawienie się” każdym z osobna. Dziś biorę na warsztat żółty.

Nie darzę tej barwy szczególną sympatią, chociaż w feng shui symbolizuje m.in. radość, wolność i harmonię. Tego lata ma na mnie wręcz negatywny wpływ, bo to kolor słońca, które mi się kompletnie przejadło! Dekorując moje mieszkanie korzystam z żółtego ostrożnie. Nie pomalowałabym np. na żółto ścian w jakimś pomieszczeniu, bez względu na odcień. Nie czułabym się też wygodnie w domu z żółtą kanapą czy innym meblem. Żółtości trawię dobrze jedynie jako akcenty.

Świetnie komponują się z czernią. Tworzą z nią elegancką, choć nieco sztywną całość.

Kombinacja żółtego z bielą natomiast rezultuje lekkością, zwiewnością i atmosferą beztroski.

Od lat mam „uczulenie” na złoto, które da się pod żółty podciągnąć. Kiedyś byłam w nim wręcz rozkochana! To dziwne, że w pewnym okresie życia coś się lubi, w innym nie… Złoto i żółcie stresują mnie, ich nadmiar we wnętrzach budzi we mnie chęć ucieczki.

A jak kolor żółty wpływa na Ciebie?

 

Efektywne „spowalniacze tempa”

Lubię tworzyć w moim mieszkaniu dekoracyjne aranżacje. Nazywam je „spowalniaczami tempa”, bo podczas codziennej domowej krzątaniny zachęcają do zatrzymania się na chwilę i postudiowania szczegółów. Nie muszą to być wyszukane kompozycje. Wystarczy kilka ozdób złożonych w estetyczną grupę. Estetyczną oczywiście dla nas samych, bo z estetyką już tak jest, że nieomal dla każdego oznacza ona co innego.

Na pokazanej tu w jednym z wcześniejszych wpisów konsoli usadowiła się niedawno (wśród innych ozdobnisiów) doniczka o ciekawej strukturze powierzchni. Srebrna tacka przeistoczyła ją w bardziej ekskluzywną 😉

Stolik nocny w sypialni zdobi od tygodnia hortensja w prostym wazonie, perłowy naszyjnik i perfumy Italian Summer Fig. Te ostatnie pasują do aktualnego klimatu południowej Szwecji, który bez najmniejszej przesady można nazwać śródziemnomorskim!

Szklane „nie-wiem-jak-to-to-nazwać” (i „nie-wiem-do-czego-to-to-jest-przeznaczone”) w kuchni fajnie eksponuje pierwsze tego lata papierówki. Równie fajnie będzie eksponować w przyszłości i inne różności.

Łazienka, aby nie była zazdrosna o inne pomieszczenia, zyskała odrobinę klimatu spa dzięki takiej aranżacji w rogu wanny.

Cieplutko pozdrawiam/Lilit

 

Przedpokojowy mebel w nowej odsłonie

Czy pamiętasz mój projekt diy sprzed kilku lat, gdy stolik z lat sześćdziesiątych zeszłego stulecia zmieniłam w przedpokojowe siedzisko? Obecnie wygląda odrobinę inaczej.

Dolną część jego nóg przemalowałam na czarno. Ta mała zmiana nadała mu zupełnie innego charakteru, do czego przyczyniło się także sztuczne futro o nieregularnym kształcie. Pół godziny pracy, odrobina farby i voila!

Przy okazji pokażę tu latarenkę, zdobycz z pchlego targu, której przydzieliłam funkcję wazonu. Dlaczego nie?! Jest ciekawą, letnią ozdobą komody w przedpokoju.

Pozdrawiam /Lilit

 

Kuchnia po remoncie

Kiedy słyszy się słowo REMONT, kojarzy się je zazwyczaj z przewróceniem domu/mieszkania „do góry nogami”. Podczas remontu mojej kuchni skończyło się na wymianie blatów i kafelków. I na szczęście, że na tym się skończyło! Kuchenne szafki posłużą mi dłużej, chociaż… marzą mi się inne. Podłoga jest w dobrym stanie, chociaż… marzą mi się płytki. Nie jest wykluczone, że ściany zmienią kolor, ale absolutnie nie w tym roku. Mieszkaniowe metamorfozy muszę dozować, aby zupełnie nie opaść z sił.  Moja kuchnia wygląda obecnie tak.

Z kafelków jestem ogromnie zadowolona. Mają ciekawą strukturę i ślicznie odbija się w nich światło.

Dekoracji na nowych blatach kuchennych nie wymieniłam na inną, jeszcze mi się nie przejadła. Dorzuciłam tam jedynie duży kubek z zielonościami.

Porcelana zza witryny jednej z szafek przyklaskuje przeobrażeniom. Ja też!

Przy okazji pochwalę się kolejną zdobyczą z sh. Jest nią stylowa (moim zdaniem) lampka. Przydzieliłam jej miejsce na parapecie kuchennego okna.

Bukiety na kuchennym stole zmieniają się regularnie. Przecież jest lato! A latem, pomimo iż tegoroczna susza w południowej Szwecji daje się przyrodzie we znaki, ciągle coś kwitnie, a zbieranie polnych kwiatów przysparza mi mnóstwo radości. Różowy krwawnik pospolity jest, w całej swojej prostocie, uroczą ozdobą wazonu.

Odświeżona kuchnia zachęca mnie do kuchmarzenia, z czego niezmiernie cieszy się mój Mąż 😉

Pozdrawiam/Lilit

 

Więcej pudrowego różu

Nie tak jednak dużo, żeby zbierało się na mdłości. Urocza poducha na kanapie to prezent urodzinowy od moich bliskich. Jest inną wersją popularnej poduszki w formie węzła. Marzyła mi się od pewnego czasu i ją mam 🙂 Fajnie, uważam, współgra z ozdobami na konsoli za kanapą. W towarzystwie różnych odcieni niebieskości, odrobiny szarości, czarnych elementów i beżu, delikatny róż jest przyjemnym akcentem w pokoju dziennym. Do niedawna nie miałam nic przeciwko ostrzejszym kolorom. Obecnie wolę stonowane.

A teraz z innej beczki. Kocham zapach sandałowca! Snuje się on po moim mieszkaniu od kilku lat. Mam go w postaci olejku. Gdy zobaczyłam w sklepie świeczkę sandal wood w ładnym słoiczku. po prostu musiałam ją kupić.

Przez najbliższe dni po moim M3 będą się snuć mniej przyjemne zapachy. Remont sypialni oznacza drażniącą nos woń farb.

Cieplutko pozdrawiam/Lilit

 

Black & White

Kombinacja czerni i bieli podoba mi się tak bardzo, że zaczęłam kolekcjonować porcelanę w tych nie-kolorach. Pomimo iż szczytu popularności doświadczała kilka lat temu. Jeśli coś lubię, to lubię i w nosie mam trendy. Kolekcjonowanie jest może zbyt wielkim słowem. Bardziej pasuje tu zbieractwo. Czego to ja nie zbieram! Nie oznacza to bynajmniej, że mam wszędzie zagracone. Nie mam. Porcelana w moim skromnym zbiorze B&W pochodzi z second handów, które jak wiesz darzę ogromną sympatią.Od roku szukam tam talerzy, miseczek i kubków z ikeowskiej serii Tickar.

(fotka zaczerpnięta z netu)

Jak dotąd udało mi się znaleźć tylko jeden talerz (zdjęcie niżej z lewej strony) i kubki, w kropki i w paski. Nie tracę jednak nadziei, że i reszta zestawu kiedyś do mnie trafi. Talerzyk z prawej strony i miseczka są także z Ikei.Kubki I i T są produkcji cejlońskiej firmy Paradise Road. Pozostałe pochodzą z Bo Concept.Czerń symbolizuje m.in. tajemniczość, wiedzę, elegancję, niezależność, ale i zło, smutek, konserwatywność, władzę i strach. Biel nadaje jej lekkości. Równoważy ją. Doskonale komponują się z czernią i bielą kolory owoców, kwiatów, warzyw czy słodyczy.

To byłoby tyle na dziś. Wybieram się na kolejne polowanie w sh 😉

Pozdrawiam/Lilit

 

Trzykrotkowo

Rośliny doniczkowe są cudowną dekoracją wnętrz. Tak przynajmniej uważam ja! Ich moc oczyszczania powietrza z toksyn jest oczywiście wielkim plusem. Wiele z nich łatwo wyhodować z odnóżki. Ukorzenianie niektórych doniczkowych to rzecz dziecinnie prosta. Tak było w przypadku trzykrotki pasiastej na fotce niżej. Mała odnóżka trafiła do pojemnika z wodą i po tygodniu mogłam ją posadzić w ziemi. Po kilku miesiącach stanowi piękną ozdobę półki w pokoju gościnnym.W drodze inna trzykrotka – Purple Passion 🙂  Rozmnażanie roślin to przyjemna i pożyteczna zabawa! A doniczkowe wyhodowane przeze mnie rosną lepiej od tych kupionych w sklepie. Może dlatego, że nie muszą doznawać szoku związanego ze zmianą środowiska.

Pozdrawiam/Lilit

 

Letnia dekoracja konsoli

Konsola w pokoju dziennym marzyła mi się od dłuższego czasu i nareszcie ją mam (tak naprawdę jest to stolik barowy Seaford, przypominający konsolę, z kółkami przy dwóch nogach). Przed jej zakupem postanowiłam przemalować ścianę, przy której miała stać. Zieleń owej ściany w odcieniu kiwi irytowała mnie od roku i zmieniłam jej barwę na spokojniejszą, szarą z odrobiną delikatnej niebieskości. Gdy mebel trafił na przydzielone mu miejsce, stworzyłam na nim letnią dekorację. Kilka elementów wymaga jeszcze dopracowania, ale… nie od razu Kraków zbudowano!

Ciekawą, ceramiczną dłoń oraz świeczniki znalazłam w sh. Pudrowy róż tych ostatnich jest mile widziany w pokoju dziennym. Planuję mieć go tam więcej, np. w postaci poduch.

Drewniana ryba „przypłynęła” do mnie 15 lat temu z dalekiego Madagaskaru. Roślina w doniczce jest rezultatem eksperymentu z pestkami owoców liczi. To egzotyczne drzewko cieszy oczy pięknie zabarwionymi młodymi liśćmi.

Kolejny projekt został urzeczywistniony! W planach mnóstwo innych 🙂

Pozdrawiam/Lilit

 

I could give up shopping…

… but I’m not a quitter 😉 Mam tu na myśli zakupy w second handach. Niedawno znalazłam w nich latarenkę sztormową. To alster Dunki Pernille Vea. Jej prosty styl jest absolutnie w moim guście!

Latarenka doskonale pasuje do marynistycznego stylu w pokoju dziennym.

To samo mogę powiedzieć o pokrowcach na poduchy z dobrej jakości bawełny. Ich niebieskie odcienie fajnie komponują się z beżem kanapy.  Pokrowców na poduszki nigdy nie za wiele! Dzięki nim można łatwo zmieniać wygląd kanapy nawet co tydzień.

Cieszę się także, że wyszperałam w sh kolejne ceramiczne cudeńko z holenderskiej firmy Des Pots. Wazon na fotce niżej jest sporo większy od tego, który pokazałam tu wcześniej.

Pozdrawiam i zachęcam do buszowania po sh i pchlich targach 🙂