Dziś są moje urodziny

Ile Lilit ma lat?
A ile lat ma Adam?
Który Adam?
Ten pierwszy!
No dobrze, aż tak antyczna nie jestem… Zaczynam jednak przypominać ścianę z kruszącym się, odpadającym tynkiem 😉
Hm…  ściana z kruszącym się, odpadającym tynkiem, myślę sobie, też ma swój urok! I robi mi się na duszy odrobinę weselej. Ten stan trwa przynajmniej przez chwilę. Ale przecież to właśnie nią należy się cieszyć!
Cieszę się więc 🙂
Reklamy

Na moim majowym balkonie

Nie pracuję zawodowo i na balkonie mogę przesiadywać przez cały dzień (poranki i wieczory są tam najprzyjemniejsze). Nie robię tego, bo pospacerować też trzeba 😉 TAKIEJ TO DOBRZE! Hm… Chętnie oddam Ci moją fibromialgię! Chcesz?

Masz ochotę pobyć ze mną przez chwilę na moich sześciu metrach kwadratowych? Proszę, rozgość się 🙂

Popatrzmy razem na słodkie petunie w towarzystwie zieloności w różnych odcieniach,

na bluszcz, któremu strasznie spieszno w górę,

na kasztanowca (w tym roku świętujemy pięciolecie pod jednym dachem, dziwię się, że tak długo ze mną wytrzymał, jestem czasem trudna we współżyciu…),

na cienie wdzięcznie rzucane przez latarenkę,

na roztańczone lobelie konkurujące swym kolorem z błękitem nieba.

Czy dasz się skusić na obiad? Np. na dorsza w sosie śmietankowym z cytrynowym tymiankiem

… albo spaghetti bolognese?

A może wolisz wiosenną kanapkę

… i jagodowe smoothie?

Pytasz z czym obecnie eksperymentuję na balkonie? Z sukulentami

i z uprawą mięty czekoladowej (pachnie jak czekoladki After Eight), mięty imbirowej oraz mięty marokańskiej. Bo to wspaniałe zioło orzeźwiające na lato! Oj, zapomniałam wspomnieć o kalii. Dzieciaki przywiozły mi niedawno z Amsterdamu jej bulwy.

Już odchodzisz? Rozumiem, wzywa Cię własne życie. Dziękuję za wizytę  🙂

 

Początki sezonu balkonowego

Ciepłe dni ostatniego tygodnia sprawiły, że postanowiłam przenieść się na balkon. Zanim rozwinęłam tam zielony dywan, musiałam uporać się z przesadzaniem, dzieleniem i przycinaniem korzeni roślin wieloletnich i krzewów, którym po kilku latach zrobiło się w doniczkach zbyt ciasno. Za regularną wymianą doniczek na większe nie tęsknię. Oznaczałoby to więcej pracy i mniej miejsca. A ja chcę mieć na balkonie luz. Na stolik trafiły słodkie fiołki (nowy nabytek). To początek kwitnienia, wkrótce będzie w doniczce więcej fioletu niż zieleni.

W rogu balkonu ustawiłam ciekawą doniczkę, którą wyszperałam zeszłej jesieni w sh, i zaprosiłam do niej bluszcz pstrokaty. Marzy mi się, że przeżyje u mnie wiele lat i będzie rósł jak na drożdżach! Napisu na donicy nie udało mi się odkodować. Jeśli znasz chiński, uprzejmie proszę o pomoc 🙂

Betonowa żaba pokryła się przez zimę mchopodobną zielonością. Planowałam tę zieloność zmyć, ale doszłam do wniosku, że dodaje czworołapnej czaru.

Miniaturowe żonkile i cebulice syberyjskie prawie przekwitły. Zawilec grecki ciągle cieszy oczy swą śliczną niebieskością, ale i on wkrótce zapadnie w głęboki sen.

Zieleni i kwiatów jeszcze na moim balkonie mało. Już za kilka tygodni będzie ich więcej. bo do wieloletnich dołączą rośliny jednoroczne. Z myślą o konieczności częstego ich podlewania, bez przelewania, co mam w zwyczaju, sprawiłam sobie małą konewkę z sitkiem (miłość od pierwszego wejrzenia ;)).

Taka oto poducha aż się prosiła o miejsce na balkonowym krześle.

Początki sezonu balkonowego trzeba było jakoś uczcić. Zjadłam więc dziś z Mr ColoresVitae pierwszy obiad na naszych sześciu metrach kwadratowych, kąpiąc się w ciepłych promieniach wiosennego słońca. Poszliśmy na łatwiznę i kupiliśmy pizzę. Zalazł nam za skórę leń i nie chciało nam się kuchmarzyć 😉

Milusiego weekendu!

Świąteczne migawki

Czy Twoje święta były przyjemne? Moje tak, pomimo braku sił, bólu mięśni i lekkiej gorączki. To, że były miłe zawdzięczam w dużej mierze dwojgu młodym ludziom 🙂  Wielkanocnych stroików nie zrobiłam. Cieszę się, że udało mi się przynajmniej dotrzeć do kwiaciarni, aby kupić tam parę kwiatów do wazonu!

Z wypieków też musiałam zrezygnować. Zadbali o nie moja córka (jej ciasto marchewkowe z polewą jest boskie!) i Mr ColoresVitae, którego muffinki zastąpiły baby wielkanocne 😉 Udekorowałam je lukrem i zasuszonymi kwiatami bratków. Stanowią dość ciekawą ozdobę, powiem nieskromnie.

Jajek i łososia nie mogło zabraknąć na świątecznym stole.

Podobnie jak tradycyjnej polskiej sałatki jarzynowej.

Biesiadowanie, rozmowy z bliskimi i gry towarzyskie do późnych godzin są już wspomnieniem. Wspomnieniem wielu ciepłych chwil.

Pozdrawiam 🙂

 

 

The same procedure as last year…

Pierwsze wiosenne! Własnoręcznie zebrane. W przyszłym roku też pewnie zagoszczą na moim blogu, bo nie potrafię nie cieszyć się takimi cudownymi oznakami wiosny! Ty może ich nie zauważasz. Może przechodzisz obok nich obojętnie. Może są dla Ciebie jedynie białymi i żółtymi plamkami w morzu zeszłorocznych liści.

Dla mnie przebiśniegi i ranniki są obietnicą cieplejszych dni, częstych spacerów, płuc pełnych świeżego powietrza i lepszej kondycji fizycznej. Kiedyś byłam w zimie rozkochana. Od dwóch lat moje mięśnie kiepsko ją znoszą i miłość do czwartej pory roku znacznie ostygła.

Życzę Ci cudownego weekendu! 🙂

 

Feng shui – część I

O feng shui czytam od dawna. Dopiero jednak kilka tygodni temu zaczęłam tej starej chińskiej wiedzy poświęcać więcej uwagi i wprowadzać ją w moje życie. Stwierdziłam, że warto! Chociażby dla poprawy samopoczucia i ułatwienia sobie sprzątania.

Moją przygodę z feng shui rozpoczęłam od przeglądu wszystkich kątów. Nie tylko w mieszkaniu, ale i w piwnicznym schowku. Jak przystąpiłam do akcji? Skorzystałam z mądrych rad tych, którzy zrobili to wcześniej. Nie przeglądałam rzeczy za jednym zamachem dłużej niż godzinę i ograniczałam się do jednego czy dwóch miejsc. Pamiątki zostawiłam na koniec, gdyż mają tendencję opóźniania całego procesu. Do trzech toreb oznaczonych (w moim przypadku w myślach) tekstami ZACHOWAJ, WYRZUĆ, DAJ INNYM, trafiło sporo rzeczy. Torba WYRZUĆ wypełniła się tym, co było uszkodzone a czego naprawić się nie dało. Do torby ODDAJ INNYM włożyłam rzeczy w dobrym stanie, które mi się przejadły, ale mogą spodobać się innym; oddałam je organizacjom charytatywnym. W torbie ZACHOWAJ wylądowało wszystko to, co ciągle lubię i co regularnie używam. Efekt pracy? Uczucie ulgi, lekkości, świeżości!

Otaczający nas bałagan w postaci rzeczy tak naprawdę nieprzydatnych (bez których możemy się doskonale obejść), wypełniających każdą półkę, szufladę czy szafę, blokuje energię, powoduje jej stagnację. Usuwając stamtąd to co zbędne, tworzymy miejsce dla nowej energii. A taka jest zawsze mile widziana!

Pozdrawiam 🙂

(Fotka zaczerpnięta z netu)

 

Powrót do powszedniości

Uwielbiam powroty do powszedniości po świętach Bożego Narodzenia i Sylwestrze! Należę do grupy ludzi, którzy najlepiej czują się w tzw. szarej codzienności.

Kiedy po śledzikach w kilku wariantach,

szynce, łososiu i innych tłustościach, oraz słodkościach…

pozostają wspomnienia, sięgam po owoce i…

… oddaję się błogiemu lenistwu na kanapie.

Wędruję sobie myślami po minionym roku. Cieszę się tym, co było w nim dobre i pozytywne. Wszystkiemu negatywnemu kupuję bilet do Krainy Zapomnienia. Należałoby tu dodać, że parkowanie na kanapie nie będzie trwało długo, bo mam mnóstwo planów do wprowadzenia w życie, które wymagają przyjęcia przeze mnie pozycji wertykalnej 😉

Bye bye 2017, witaj 2018!

Mam nadzieję, że obdarzysz i mnie, i innych wieloma miłymi chwilami! 🙂

 

Przymiarki do świąt

Jeszcze żyję! Tak mi się przynajmniej wydaje… Planowałam kilka wpisów w listopadzie, ale minął on w błyskawicznym tempie i blog zdążył się odrobinę zakurzyć.

Grudzień przywitał mnie słońcem, które tak ślicznie oświetliło zasuszony kwiat hortensji na kuchennym stole, że postanowiłam to uwiecznić. Wkrótce hortensja ustąpi miejsca innej dekoracji.

Miało być jednak o przymiarkach do świąt… W przedpokoju mam już ich przedsmak w postaci bukietu z cyprysowych gałązek i jesiennych owoców, które jakimś cudem uchowały się na drzewach i krzewach, pomimo iż ptaki ucztowały na nich od wielu tygodni. Czy bukiet wytrwa w wazonie do Bożego Narodzenia?  Jeśli nie, skorzystam z usług kwiaciarni.

Mam ambitne plany na domową produkcję słodyczy na bazie czekolady. Zebrałam sporo przepisów i warto byłoby je wypróbować. Jeden z nich wzięłam na warsztat wczoraj. Kuleczki wyszły bardzo smaczne i z pewnością zrobię ich więcej, bo te na fotce niżej świąt nie doczekają.

Robi się je tak: przekrój 3 owoce marakui na połówki, wydrąż ich zawartość i zagotuj z 1 dl (pół szklanki) słodkiej śmietany; zetrzyj 250 g białej czekolady na tarce, dodaj do niej 25 g masła oraz przecedzoną śmietanę z sokiem z marakui; utrzyj lub zmiksuj całość na gładką masę i odstaw ją do lodówki na 6 godzin; z masy uformuj kulki i otocz je w wiórkach kokosowych. Słodycze umieściłam w foremkach po innej czekoladzie, skonsumowanej z wielkim apetytem wcześniej 🙂

Pozdrawiam cieplutko!

 

Nad wodą

Niedaleko miejsca mojego zamieszkania istnieje mały port jachtowy, który odwiedzam bardzo często. Jest to urocze i spokojne miejsce. Nazywam je odstresowywalnią. Bo tam naprawdę mogę zapomnieć o wszystkich muszę-powinnam-wypadałoby-tu boli-tam boli-źle się dzieje w świecie. Dziś postanowiłam zabrać tam Ciebie. Pomyślałam, że i Ty potrzebujesz zwolnić (przynajmniej na chwilę) tempo życia.

Pozdrawiam 🙂

Lodowo

Przepis na domowe lody. Nie dla podniebienia lecz dla oczu. Kilka kwiatów, trochę wody i foremka 😉

Dzikie róże i marviol (w wolnym tłumaczeniu – fiołek morski; nie znam polskiej nazwy tego kwiatu rosnącego przy plaży) ozdobią może jakiś deser zimą, przypominając o lecie.

Pozdrawiam 🙂