Ptaki w locie

Czasami najprostszy motyw obrazu czy zdjęcia przyprawia mnie o przyjemny dreszcz ekscytacji. Tak było w przypadku posteru z ptakami w locie.

Jest cudowny w całej swojej prostocie! Przyciąga wzrok dziesiątkiem ptasich siluetów. Ptaki, po dłuższym wpatrywaniu się w nie, ożywają. Zdają się lecieć do im tylko znanego miejsca. Tańczą taniec wolności. Skusiło mnie na kolejne małe zmiany w sypialni, gdzie poster będzie dodawał mi skrzydeł każdego ranka. Mam przynajmniej taką nadzieję. Brakuje mi jeszcze kilku ozdobnych elementów do planowanego  wystroju, więc dziś zaledwie dwie fotki.

Pozdrawiam/Lilit

 

Reklamy

Terapia kolorami

Stałam dziś przed południem przy oknie obserwując krople deszczu bijące o szyby, kałuże na chodnikach przeistaczające się z godziny na godzinę w mniejsze jeziora, samochody bezczelnie opryskujące przechodniów wtulonych w kopuły parasolek. Zerkałam na niebo przypominające ołowianą tarczę, uniemożliwiającą słońcu przesłanie ludziom choćby jednego wesołego promyka. Moje samopoczucie jest bardzo zależne od pogody. Przy obecnej aurze najchętniej przesypiałabym cały dzień. Brak mi energii na cokolwiek. Wiem jednak, że im dłużej pozwalam sobie na nicnierobienie, tym boleśniejszym będzie angażowanie mięśni do pracy. Potańczyłam więc po mieszkaniu z odkurzaczem, popucowałam, co pucowania wymagało, nie okazałam ani odrobiny litości kurzowi na powierzchniach powyżej podłogi, które przyciągają go nieustannie jak magnes. Zaliczyłam też dwa second handy. Wróciłam z nich do domu z pustą ręką (od kilku miesięcy jestem strasznie selektywna bywając w Grotach Alladyna), ale za to z fryzurą afro (z winy 200 % wilgotności powietrza) i… postanowiłam dać zapłakanemu krajobrazowi za oknem prztyczka w nos kolorowym daniem obiadowym.

Do dorsza z marchewką i szczypiorkiem dodałam trochę śmietany i sporo creme fraiche. Ten ostatni sprawia, że potrawy są lżejsze, a i smakowo bardziej mi odpowiadają. Po nasyceniu oczu barwami a żołądka pożywnym posiłkiem, zyskałam lepszy humor. Czy i z Ciebie szarości, burości, wilgoć tudzież nieobecność słońca wysysają soki? Jak sobie z tym radzisz? A może doświadczasz luksusu spacerowania po białym dywanie śniegu i flirtowania z Heliosem? Jeśli tak, nie masz pojęcia jak Ci tego zazdroszczę!

Oj jutra zamierzam bawić się dalej kolorami. Bawić się nimi i zyskiwać więcej energii. Mąż sprawił mi wczoraj niespodziankę książką o zdrowych, owocowo-warzywnych koktajlach. Muszę je koniecznie wypróbować.

Pozdrawiam/Lilit

 

Blogowy plan na bieżący rok

Wymiotłam z mieszkania ostatnie ślady świąt, przyjęłam pozycję horyzontalną na kanapie i zaczęłam snuć blogowe plany na rok bieżący.

Skończyło się na jednym (nawet planów snuć ostatnio nie potrafię!). Planuję dalej prowadzić bloga. Jakieś dwa miesiące temu przypięłam do niego etykietkę Blog Lifestylowy, po czym parknęłam śmiechem. Długo się jednak z siebie nie śmiałam. W końcu lifestyle to nadzwyczajniej w świecie SPOSÓB życia. W moim sposobie życia brak miejsca na pękającą w szwach od modnych ciuchów garderobę, na arsenał kosmetyków, na wystrój wnętrz w oparciu o najnowsze trendy. No to z czym do ludzi?! Wielokrotnie się nad tym zastanawiam 😉

Miłego sobotniego wieczoru!/Lilit

 

Pobieżne podsumowanie minionego roku

Po ozdobieniu wazonu na kuchennym stole kwiatami eustomy (usuwam powoli ślady świąt z mieszkania),

skusiłam się na podsumowanie starego roku.

1/ Nie podróżowałam dalej niż 50 km od miejsca mojego zamieszkania.

2/ Fatalnie znosiłam letnie upały.

3/ Nie dotarłam nawet do półmetka z planowanymi wnętrzarskimi projektami.

4/ Fibro dała mi porządnie popalić długimi okresami bólowymi.

STOP! STOP! STOP! Jak dobrze, że ta druga ja we mnie dostrzega wszystko inaczej od tej pierwszej! Od początku więc…

1/ Odwiedziłam wiele pięknych miejsc.

2/ Doświadczałam niezliczonych, cudownie orzeźwiających kąpieli podczas letnich skwarów. Kocham zanurzać się w wodzie!

3/ Remont dwóch pomieszczeń w ciągu jednego roku to przecież bardzo dużo!

4/ Pomiędzy jedną niemocą a drugą mogłam ładować baterie spędzając mnóóóóóóstwo czasu poza domem. Piknikowałam na zielonej trawie i piasku plaży, zbierałam owoce do smacznych wypieków i jeszcze smaczniejszych smoothie, ozdabiałam wazony bukietami polnych kwiatów, biegałam z aparatem fotograficznym w tę i z powrotem uwieczniając to, co uznałam za warte uwiecznienia. Jednym słowem oddawałam się tzw. małym rozkoszom życia. Jesień co prawda przedreptałam w mgle. W mniejszej części dosłownie, w dużej części w przenośni. Ale i ta gęsta fibro mgła miała swoje dobre strony. Jedną z nich było to, że mój partner, który o kuchmarzeniu marne ma pojęcie (jak sam twierdzi, nie protestuję), zwalniał mnie wielokrotnie z przyrządzania posiłków. I muszę przyznać, że jego potrawy smacznymi były! Szczególnie kurczak po tajsku i pizza po hawajsku (gotowe, kupne dania) 😉

Rzeczy można widzieć na różne sposoby. Rok 2018 postanowiłam przenieść do Filmoteki Pamięci w jego bardziej pozytywnej wersji.

Do kolejnego wpisu!/Lilit

 

Głęboki wdech, wydech, głęboki wdech, wydech…

,,, i tak przez ponad godzinę. Była też gorąca herbata i słodkie cynamonowe bułeczki.

Chociaż zimno i wietrznie, bez spacerów ani rusz! Szczególnie po świętach. Łazikując marzyłam o wiośnie, bo tak to wszystko smutno obecnie w naturze wygląda, że to uczucie udzieliło się i mnie. Roześmiane od ucha do ucha słońce przyszło jednak z pomocą i kąpiąc się w jego promieniach podczas przemieszczania się z miejsca na miejsce, nastrój mi się odrobinę poprawił. Gdy zaś w małej nadmorskiej wiosce, o którą z Wikingiem zahaczyliśmy, dostrzegłam przytulone do muru starego budynku róże, zrobiło mi się na duszy jeszcze weselej. Róże przy końcu grudnia nie są tu widokiem cieszącym oczy każdego roku.

Nie wiem czy te wszystkie dzisiejsze głębokie wdechy i wydechy wyjdą mi na zdrowie, ale czas spędzony poza domem dodał mi sporo energii. Ogromnie jej potrzebowałam! Jak Tobie minął przedostatni dzień roku? Czy i Ciebie gdzieś dziś pognało?

Pozdrawiam/Lilit

 

I po świętach!

Błogi powrót do codzienności. Chociaż wewnętrzny stres mnie nie opuszcza. Może za kilka dni da mi od siebie odpocząć. Oby!

I w tym roku planowałam zrobić małe piernikowe domki. Nie wyszło. Przed wigilią posypało tu jednak trochę śniegiem i prawdziwy dom widoczny z mojego balkonu, otulony białym puchem jak lukrem, musiał mi wystarczyć.

Udało mi się natomiast upiec ciasto orzechowe świetnie komponujące się z zimą. Orzechów kupować nie musiałam. Minionej jesieni konkurowałam z wiewiórkami zbierając je za miastem.

Oto przepis na ten soczysty, aromatyczny wypiek.

Nie wiem czy wrzucę tu jeszcze coś przed AD 2019, życzę Ci więc już teraz SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! Jak najmniej trosk, jak najwięcej radości.

Pozdrawiam/Lilit

 

Coś dla oczu i coś dla podniebienia

Lubisz amarylisy? Dla mnie te kwiaty są ucztą dla oczu! Szkoda, że nie znalazłam w kwiaciarni amarylisa w kolorze łososiowym albo bordowym, bo te są moim zdaniem najpiękniejsze. Chociaż… czerwonemu też nic nie brakuje. Poza tym trochę czerwieni wśród masy bieli, srebra i niebieskości dodaje moim wnętrzom ciepła.

A teraz coś dla podniebienia. Przejadły mi się chrupkie pierniki, przeistoczyłam więc ich resztę w inne słodycze.

Zmiksowałam 25 pierników z cynamonem i mielonym imbirem (po pół łyżeczki). Połączyłam je z mniej więcej 100 g serka śmietankowego (użyłam serka philadephia) do uzyskania gładkiej masy. Uformowałam kulki, obtoczylam je w rozpuszczonej wcześniej w kąpieli wodnej białej czekoladzie i wstawiłam do lodówki do zastygnięcia. Były dość smaczne 🙂

Słodkich snów życzę/Lilit

 

Las wzywał nas

…więc pojechaliśmy tam. Z resztą ciasta cynamonowego, mandarynkami i… bez czegoś ciepłego do picia. A przydałoby się! Wilgoć przenikała nasze ciała do szpiku kości. Brrr!  Słońcu udawało się przynajmniej od czasu do czasu wygrywać przepychanki z chmurami. Dziękowaliśmy mu za to kierując w górę twarze ozdobione szerokimi uśmiechami.

Przycupnęłam na brzegu ławki, gdzie znalazłam jedyny w miarę suchy jej kawałek. Resztę pokrywały mini kałuże, w których przeglądały się gałęzie pobliskich drzew.

Uwielbiam takie nadgryzione przez ząb czasu i napiętnowane żywiołami drewno. Skazy dodają mu uroku. Czy to samo można powiedzieć o nas, ludziach?

Próby wzniecenia ognia, aby ogrzać się odrobinę, zakończyły się fiaskiem. Zamiast roztańczonych, ciepłych płomieni powstała zaledwie ich obietnica.  Ale i dym miał w sobie coś szczególnego.

Do ponownego zobaczenia, lesie!

Pozdrawiam/Lilit