Letnia dekoracja konsoli

Konsola w pokoju dziennym marzyła mi się od dłuższego czasu i nareszcie ją mam (tak naprawdę jest to stolik barowy Seaford, przypominający konsolę, z kółkami przy dwóch nogach). Przed jej zakupem postanowiłam przemalować ścianę, przy której miała stać. Zieleń owej ściany w odcieniu kiwi irytowała mnie od roku i zmieniłam jej barwę na spokojniejszą, szarą z odrobiną delikatnej niebieskości. Gdy mebel trafił na przydzielone mu miejsce, stworzyłam na nim letnią dekorację. Kilka elementów wymaga jeszcze dopracowania, ale… nie od razu Kraków zbudowano!

Ciekawą, ceramiczną dłoń oraz świeczniki znalazłam w sh. Pudrowy róż tych ostatnich jest mile widziany w pokoju dziennym. Planuję mieć go tam więcej, np. w postaci poduch.

Drewniana ryba „przypłynęła” do mnie 15 lat temu z dalekiego Madagaskaru. Roślina w doniczce jest rezultatem eksperymentu z pestkami owoców liczi. To egzotyczne drzewko cieszy oczy pięknie zabarwionymi młodymi liśćmi.

Kolejny projekt został urzeczywistniony! W planach mnóstwo innych 🙂

Pozdrawiam/Lilit

 

Reklamy

Gorąco!

Jest tak gorąco od kilku dni, że nogi mnie nie chcą nosić. Zmuszam je jednak codziennie do pracy podczas krótkich spacerów. Dziś zachciało mi się dreptania po terenie działek rekreacyjnych. Natknęłam się tam na taki oto drogowskaz.

Ukrop lał się z błękitnego nieba, na którym nie bujała się najmniejsza nawet chmurka. Drogowskaz z napisem Svalbard odrobinę by mnie ochłodził. Darwin i Floryda dorzuciły do upału parę stopni. Czym prędzej uciekłam więc do domu, skryłam się pod balkonowym parasolem i…

… dodałam sobie otuchy słodkościami. W ogrodach tak cudownie kwitną jabłonie, że przypomniały mi się dwa jabłka, które leżakowały u mnie w kuchni od półtora tygodnia. Zrobiłam z nich przecier, pokruszyłam herbatniki i obsmażyłam je na maśle, ubiłam śmietanę, po czym wszystko ułożyłam warstwami w miseczkach. Francuskie makaroniki są kropką na i. Deser szybki, prosty i smaczny.

Gorąco pozdrawiam/Lilit

 

I could give up shopping…

… but I’m not a quitter 😉 Mam tu na myśli zakupy w second handach. Niedawno znalazłam w nich latarenkę sztormową. To alster Dunki Pernille Vea. Jej prosty styl jest absolutnie w moim guście!

Latarenka doskonale pasuje do marynistycznego stylu w pokoju dziennym.

To samo mogę powiedzieć o pokrowcach na poduchy z dobrej jakości bawełny. Ich niebieskie odcienie fajnie komponują się z beżem kanapy.  Pokrowców na poduszki nigdy nie za wiele! Dzięki nim można łatwo zmieniać wygląd kanapy nawet co tydzień.

Cieszę się także, że wyszperałam w sh kolejne ceramiczne cudeńko z holenderskiej firmy Des Pots. Wazon na fotce niżej jest sporo większy od tego, który pokazałam tu wcześniej.

Pozdrawiam i zachęcam do buszowania po sh i pchlich targach 🙂

 

Wiosenny róż

Kwitnąca japońska wiśnia jest doprawdy widokiem zapierającym dech w piersiach! Delikatny róż jej kwiecia sprawia, że zaczynam marzyć bez opamiętania i  doznaję uczucia lekkości, jag gdyby nagle ubyło mi lat i przybyło sił.

W wazonie wygląda bardzo stylowo. Uśmiecham się do tych różowości od dwóch dni zaraz po przebudzeniu i tuż przed zaśnięciem.

A pod parasolem jej konarów spędzę na pewno tyle czasu, ile się tylko da 🙂

Fascynacja tymi bajecznymi wiosennymi kwiatami zainspirowała mnie dziś do upieczenia ciasta z polewą w ich kolorze. Wybór padł na ciasto cytrynowe. Polewę zrobiłam z serka philadelphia, cukru pudru i syropu z czerwonej porzeczki.

Pozdrawiam 🙂

 

Początki sezonu balkonowego

Ciepłe dni ostatniego tygodnia sprawiły, że postanowiłam przenieść się na balkon. Zanim rozwinęłam tam zielony dywan, musiałam uporać się z przesadzaniem, dzieleniem i przycinaniem korzeni roślin wieloletnich i krzewów, którym po kilku latach zrobiło się w doniczkach zbyt ciasno. Za regularną wymianą doniczek na większe nie tęsknię. Oznaczałoby to więcej pracy i mniej miejsca. A ja chcę mieć na balkonie luz. Na stolik trafiły słodkie fiołki (nowy nabytek). To początek kwitnienia, wkrótce będzie w doniczce więcej fioletu niż zieleni.

W rogu balkonu ustawiłam ciekawą doniczkę, którą wyszperałam zeszłej jesieni w sh, i zaprosiłam do niej bluszcz pstrokaty. Marzy mi się, że przeżyje u mnie wiele lat i będzie rósł jak na drożdżach! Napisu na donicy nie udało mi się odkodować. Jeśli znasz chiński, uprzejmie proszę o pomoc 🙂

Betonowa żaba pokryła się przez zimę mchopodobną zielonością. Planowałam tę zieloność zmyć, ale doszłam do wniosku, że dodaje czworołapnej czaru.

Miniaturowe żonkile i cebulice syberyjskie prawie przekwitły. Zawilec grecki ciągle cieszy oczy swą śliczną niebieskością, ale i on wkrótce zapadnie w głęboki sen.

Zieleni i kwiatów jeszcze na moim balkonie mało. Już za kilka tygodni będzie ich więcej. bo do wieloletnich dołączą rośliny jednoroczne. Z myślą o konieczności częstego ich podlewania, bez przelewania, co mam w zwyczaju, sprawiłam sobie małą konewkę z sitkiem (miłość od pierwszego wejrzenia ;)).

Taka oto poducha aż się prosiła o miejsce na balkonowym krześle.

Początki sezonu balkonowego trzeba było jakoś uczcić. Zjadłam więc dziś z Mr ColoresVitae pierwszy obiad na naszych sześciu metrach kwadratowych, kąpiąc się w ciepłych promieniach wiosennego słońca. Poszliśmy na łatwiznę i kupiliśmy pizzę. Zalazł nam za skórę leń i nie chciało nam się kuchmarzyć 😉

Milusiego weekendu!

O niedźwiedzim czosnku

Po przebudzeniu się z zimowego snu niedźwiedzie sięgają ponoć po dziki czosnek, aby wzmocnić organizm. Jeśli potrafi on postawić na nogi miśki, to i mnie może postawi! Wczoraj zebrałam garść jego młodych liści…

… i zmiksowałam je z olejem rzepakowym. Maź nie wyglądała zbyt apetycznie, więc ją przecedziłam. Dzięki temu olej utrzyma się z pewnością dłużej.

Taka mikstura świetnie komponuje się z zieloną sałatą z ogórkiem i pomidorem, albo z mozarellą. Były one dodatkami do dzisiejszego obiadu.

Wkrótce będę cieszyć podniebienie smakiem niedźwiedziego czosnku w formie masła, serka, pesto i marynowanych pączków jego kwiatów.

Pozdrawiam wiosennie 🙂

 

Świąteczne migawki

Czy Twoje święta były przyjemne? Moje tak, pomimo braku sił, bólu mięśni i lekkiej gorączki. To, że były miłe zawdzięczam w dużej mierze dwojgu młodym ludziom 🙂  Wielkanocnych stroików nie zrobiłam. Cieszę się, że udało mi się przynajmniej dotrzeć do kwiaciarni, aby kupić tam parę kwiatów do wazonu!

Z wypieków też musiałam zrezygnować. Zadbali o nie moja córka (jej ciasto marchewkowe z polewą jest boskie!) i Mr ColoresVitae, którego muffinki zastąpiły baby wielkanocne 😉 Udekorowałam je lukrem i zasuszonymi kwiatami bratków. Stanowią dość ciekawą ozdobę, powiem nieskromnie.

Jajek i łososia nie mogło zabraknąć na świątecznym stole.

Podobnie jak tradycyjnej polskiej sałatki jarzynowej.

Biesiadowanie, rozmowy z bliskimi i gry towarzyskie do późnych godzin są już wspomnieniem. Wspomnieniem wielu ciepłych chwil.

Pozdrawiam 🙂

 

 

Radosnych wiosennych świąt!

Ten wpis jest ostatnim przed świętami. Zamiast kolorowych pisanek i stroików (jeszcze ich nie mam) serwuję dziś ptasie pióra, symbol szwedzkiej Wielkanocy.

Tutaj widoczne są od kilku dni dosłownie wszędzie, we wszystkich kolorach tęczy. Zwyczaj dekorowania nimi brzozowych gałązek jest bardzo stary. Prawdopodobnie pochodzi stąd, że w tym okresie roku drzewa i krzewy nie są jeszcze ubrane w zieleń liści i barwne kwiaty. Zastąpiły je więc pióra.

Nie praktykuję tego zwyczaju u siebie w domu, bo z jakiegoś powodu dostaję gęsiej skórki na widok takiej ozdoby. W naturze jednak piórko tu, piórko tam wcale mi nie przeszkadzają i chętnie je fotografuję.

Ptasie pióra są m.in. symbolem słonecznych promieni, odrodzenia, płodności, roślinności, wolności, nieba i magii. Pasują do wiosennych świąt jak ulał!

Mam nadzieję, że i moje, i Twoje święta przebiegną pod znakiem wesołych biesiad w gronie rodziny i znajomych. przy stole zastawionym smacznymi potrawami!

I oby na takie widoki (fotka niżej) nie przyszło nam czekać zbyt długo. U mnie za oknem prószy śnieg…

(Napis na piórku jest po angielsku, gdyż mój photoshop chwilowo strajkuje i nie przyzwala na tworzenia tekstów z naszymi uroczymi polskimi deseczkami na L, ogonkami przy A czy kropkami nad S).

Cieplutko pozdrawiam 🙂

 

Przed wiosennymi świętami

Wiosna na horyzoncie! Przebiśniegi, ranniki i krokusy, zebrane w parkach w dorodne grupy, planują detronizację zimy. Jestem im za to ogromnie wdzięczna. Spacerując kilka dni temu za miastem, dojrzałam też liście Arum maculatum. Zieloniutkie, z pięknym unerwieniem. Ich kępka była dostatnia, więc kilka z nich trafiło do wazonu.

Kanapę w pokoju dziennym udekorowałam bawełnianą poduchą z motywem piór, ze szwedzkiej firmy Serholt

 i … ręcznikiem plażowym, który doskonale sprawdza się jako pled 🙂

Planowałam sporo na zbliżające się święta. Prawdopodobnie muszę części planów zaniechać, bo… jeśli nie jedno z moim zdrowiem, to drugie, i tak w kółko. Znów jestem zdana na przymusowe leżakowanie 😦 Pociechą są kupione w sklepie ciastka (proszę nie dać zmylić się nadrukowi na pudełku) i poprawiająca humor książka Benjamina Hoffa „Te Prosiaczka” traktująca o taoistycznych mądrościach.

Pozdrawiam 🙂