Smoothie

Jeśli ma się świeże owoce sezonowe, grzechem jest z nich nie korzystać. Bo to witaminowe bomby i antyoksydanty, czyli samo zdrowie! Ponieważ moje zdrowie wymaga podreperowania, robię sobie owocowe smoothie. Wczoraj było z poziomkami. A tak, znów ich trochę zebrałam.

Dziś natomiast rozpieszczałam podniebienie malinami, czarnymi porzeczkami i ich czerwonymi krewniaczkami. Owoce zmiksowałam z greckim jogurtem, mlekiem i odrobiną cukru pudru. Mniam!

Jakie smoothie będzie jutro? Planuję jagodowe 🙂

Pozdrawiam!

 

Przemalowanka

Cudowną stroną wizyt w second handach jest to, że można tam znaleźć nietypowe rzeczy, których już nie ma w galeriach handlowych. Ostatnio wpadł mi w rękę reliefowy obraz. Nie wyglądał najlepiej. Był porysowany w kilku miejscach a jego nieapetyczne, ciemne kolory przyprawiały mnie o mdłości. Podobała mi się jednak na nim postać mężczyzny. Postanowiłam więc całość podreperować i przemalować na biało. Z rezultatu jestem zadowolona. Obraz trafił do sypialni, gdzie zdobi ścianę przy łóżkowej stronie mojego Wikinga.

Ponieważ jemu dostało się „dzieło sztuki”, przy mojej łóżkowej stronie umieściłam dzieło natury, kwitnącą gałązkę derenia (Cornus kousa). Mam nadzieję, że długo postoi w wazonie, bo takie kwiaty są ucztą dla oczu!

Pozdrawiam! 🙂

 

Poziomkowo

Wczesną wiosną zasadziłam w małej doniczce na balkonie krzewinkę poziomek. Tak dla zabawy. Ładnie kwitła…

… i zaowocowała. Kilkoma owocami.

Nasycić się nimi oczywiście nie mogłam, wyruszyłam więc za miasto, aby móc nazbierać ich więcej.

Na poobiedni deser zjedliśmy krem waniliowy z poziomkami. Ubitą śmietanę połączyłam z serkiem Philadelphia, który wcześniej zmieszałam z cukrem waniliowym, cukrem pudrem i startą skórką cytryny. Deser szybki, prosty i… palce lizać!

Te czerwone pyszności kojarzę z okresem mojego dzieciństwa. Jako mała dziewczynka nanizywałam je na źdźbło trawy. Nie potrafiłam się powstrzymać od zrobienia tego i dziś 🙂

Przyjemnego weekendu!

 

Słodki bukiet i jeszcze słodsze ciasto

Dzisiejszy dzień nie był dla mnie zbyt miły, ale i tak zrobiłam parę kroków za miastem, zbierając kwiaty do kolejnego bukietu.

Żółte „chmurki ” w nim pachną miodowo! Do letniego bukietu o takim zapachu przydałoby się coś słodkiego do skonsumowania, pomyślałam, i upiekłam zawijany biszkopt z truskawkami.

Masz ochotę spróbować jak smakuje? Skorzystaj z poniższego przepisu.

Dla jasności, 1 szklanka = 3 dl. Przestudzone ciasto pokryj nadzieniem i zwiń je ostrożnie w rulon.

Pozdrawiam i życzę smacznego! 🙂

 

Fibro what?

Dziś nie będzie o wnętrzach ani o kuchmarzeniu. Będzie o fibromialgii. Poniższy tekst pożyczyłam z bloga, który regularnie odwiedzam. Zawiera on mnóstwo przydatnych informacji na temat fibromyalgii. Niestety, choroba ta jest ciągle traktowana przez wielu ludzi (włączając w tę grupę niektórych lekarzy) z przymrużeniem oka  Z fibro żyję od ponad 15 lat i bardzo często, wspominając o tym, co mi dolega, spotykam się z nonszalacją i ironicznymi uśmieszkami. Rozpowszechnianie wiedzy o fibromialgii jest jak najbardziej wskazane. Z roku na rok przybywa osób z tą diagnozą. My-fibromialgicy nie oczekujemy od innych litości lecz zrozumienia.

Have you ever had someone ask, “Fibro what?” when you told them what you have? Most people have never heard of it and for sure have no idea what it is. How on earth are we to help them understand? What is fibromyalgia? The word “fibromyalgia” comes from the Latin term for fibrous tissue (fibro)…

via Fibro What? — Fibromyalgia News Today

Midsommar

Świętowaliśmy wczoraj Midsommar, odpowiednik słowiańskiej nocy świętojańskiej. W Polsce, gdy byłam nastolatką, wiłam tego dnia wianek i wrzucałam go do pobliskiej rzeki. Chłopak, który go z rzeki wyłowił, miał zostać moim mężem 😉 W Szwecji też się wije wianki. Tutaj dekorują one jednak głowy dziewcząt i chłopców, kobiet i mężczyzn.

Przy Słupie Majowym (Midsommarstång), wznoszonym na pokrytym trawą terenie, ozdobionym zielenią i kwieciem, mają miejsce taneczne zabawy. Później przychodzi kolej na kolejne rozrywki. W ogrodach, na werandach (jeśli dopisuje pogoda) lub między czterema ścianami domu konsumuje się tradycyjnego śledzika z kwaśną śmietaną i młodymi ziemniakami posypanymi koperkiem.

Śledzik jest często obficie zakrapiany mocnymi trunkami.

Ponieważ ja procentowych nie piję, delektowałam się sokiem własnej produkcji  z kwiatów czarnego bzu.

Wczorajszą aurę cechowały obfite opady deszczu i przenikająca do szpiku kości wilgoć. Zamiast planowanego pikniku na zielonej trawie, wznieśliśmy toast za piękne lato i zjedliśmy z apetytem zwyczajową potrawę w mieszkaniu.

Obchodząc Midsommar nie może się obejść bez truskawek!

Stanowiły one nasz deser. Z bitą śmietaną i startą ciemną czekoladą.

Pozdrawiam  🙂

 

Truskawkowo i czekoladowo

Sezon truskawkowy uważam za otwarty!

A ponieważ truskawki tak cudownie komponują się z czekoladą, postanowiłam znów upiec ciasto czekoladowe i udekorować je nimi.

Truskawki nazywam owocami mojego dzieciństwa. Rosły w ogródku obok rodzinnego domu i obżerałam się nimi bezkarnie przez kilka letnich tygodni. Przez ostatnie lata stroniłam od nich, mój żołądek ich nie tolerował (nie rozumiem, jak można nie tolerować czegoś tak smacznego!). W tym roku jest inaczej, znów mogę się nimi raczyć. Uważam to za bardzo pozytywną zmianę!

Cieplusio pozdrawiam i życzę miłego weekendu! 🙂

 

Sypialniane „potpourri”

Miało być prosto. Bez nadmiaru mebli, dekoracji i kolorów. Jest! Do dopracowania pozostało jeszcze kilka szczegółów i będę mogła powiedzieć, że sypialnia jest „moja”. Dominują w niej czerń i biel (yin i yang), do których dorzuciłam garstkę pasteli.

Kwiaty w domu są dla mnie bardzo ważne. Dodają mu barw i zapachów, ale przede wszystkim energii. Ponieważ przy mojej fibromialgii cierpię na jej niedobór, taki jej zastrzyk jest mile widziany.

Na parapet okna trafiła niedawno prosta doniczka. Postanowiłam podkreślić jej „talię” paskiem sztucznej skórki. Dzięki tej minimalnej ozdobie zyskała na urodzie.

Krzesłem, którego siedzisko zrobiłam bodajże rok temu ciągle się cieszę. Jest dekoracyjne i praktyczne.

Breakfast in bed? Hm… Wolę mieć siłę, aby ściągnąć się rano z łóżka i zjeść śniadanie przy kuchennym stole 😉

Ciepło pozdrawiam!

 

Za dzikie róże!

Wznoszę toast za dzikie róże! Zasłużyły sobie na to przepięknym zapachem. I nie tylko.

W zeszłym roku zrobiłam z nich smaczny dżem. I w tym roku mam już w lodówce jeden słoiczek z nim. Będzie więcej, bo wybrzeże w okolicy mojego zamieszkania zaróżowiało od kwiatów rosa rugosa! Poza aromatyczną słodyczą w słoiczku, zapach i smak róż trafił do butelek. Jako sok. „Wyssałam” z płatków kolor gotując je przez około 10 minut (1 litr płatków, 1 litr wody, 600 g cukru, sok z jednej cytryny).

Podczas gorących dni polecam spijanie tego „nektaru bogów” z plasterkiem cytryny. Napój będzie wówczas bardziej orzeźwiający. A z reszty zebranych ostatnio płatków powstanie różany cukier i potpourri.

Pozdrawiam 🙂