Pajęczyna życia…

Nie mam w domu ani psa, ani kota, ani kanarka (zdechł), ani rybek w akwarium (też zdechły). Mam za to na balkonie pająka! Spokojne to i nie wymagające opieki stworzenie. Na spacery nie trzeba z nim wychodzić (sam wychodzi), o klatkę się nie doprasza, co ściśle wiąże się z obowiązkiem jej czyszczenia (wysoko ceni sobie wolność), karmić go nie muszę (toż to jeden z najlepszych myśliwych na świecie!).

Podejrzewam, że jest pająkowi na moim balkonie dobrze. Wyprowadzka mu nie w głowie.

Zabiegając o to, aby nie doświadczał na własnej skórze bezrobocia (jak wielkie rzesze dwunożnych stworzeń z gatunku homo sapiens), zrywam każdego ranka usnutą przez niego pajęczynę, a on przędzie artystycznie nową!

Za moją troskę odwdzięcza mi się pajączątko łapaniem much, komarów, os i innych uskrzydlonych monstrum horribilum. Dzięki niemu mogę się czuć na balkonie bezpiecznie.

Pająki fascynowały mnie od dzieciństwa. W moich oczach zawsze były magiczne i pełne tajemnic. Podczas, gdy rówieśniczki uganiały się za biedronkami i motylami, ja godzinami studiowałam ośmionożne stawonogi i ich sieci (nitka po nitce).

Mój pająk snuje opowieści o życiu, o tym, jakie ono niekiedy powikłane, skomplikowane. Przechadzając się po pajęczynie jak grecki filozof, przypomina mi o ulotności każdej chwili, dzieli się ze mną wiedzą o trudnym kunszcie podejmowania decyzji czy wybierania odpowiedniego kierunku na rozdrożu dróg, pokazuje mi jedną czy drugą nóżką jak nasze wybory tworzą konstrukcję życia. Słucham tych opowieści z zapartym tchem i próbuję naukę w nich zawartą zapamiętywać, bo mądra jest. Na pewne rady pająka o metodach układania sobie życia, przymykam jednak uszu. Są zbyt brutalne jak na mój gust!

Od czasu do czasu zerkam na pajęczynę utkaną przeze mnie samą. Wygląda całkiem nieźle, chociaż tu i tam wypadałoby podreperować, w jednym miejscu nitkę naciągnąć, w innym poluzować…

??????????

Kończę na dziś, bo się jeszcze w nadmiar myśli zaplączę i wszystko niepotrzebnie skomplikuję! 😉

Reklamy